Fajnie, że przygody kociastych się spodobały.

Moja wesoła parka futrzaków ma już niezłe doświadczenie w zwalczaniu wszelakich intruzów ogrodowych, więc to nie jest ostatnia historia w tym stylu.

Ale i przyjaźnie, o ile można to tak nazwać, też kocurra podtrzymują. Stałymi rezydentami naszego ogrodu jest m.in. Kumata (ropucha wraz z nie wiadomo jak liczną armią dzieci), którą (a raczej, które) Koko co rusz odwiedza pod krzakiem i usiłuje za nogę przenosić w inne miejsce oraz kolega Ostrowłosy (jeż). Tego ostatniego tylko ostrożnie śledzą, o ile w dzień się ujawni. Wkrótce opowiemy, co i jak. :-)
Trochę się jeszcze gubię w Waszych wątkach, więc wybaczcie, że postów z mojej strony nie za wiele. Ale myślę, że wkrótce jakoś ogarnę, kto, co i gdzie, poznam Was i Wasze futerka i się poprawię. :-)