sandra pisze:Nie rozumiem tego zupełnie, przecież za wszystkie badania sie płaci.. Wiec jeśli życzysz sobie zrobienia badania x, to nawet jeśli to bez sensu wg lekarza powinien wziąć pieniądze i badanie zrobic... Szkoda gadać
Trzymam kciuki za nerki Biszkopcika buziaki dla Was, bedzie dobrze!
Wiesz co kochana, ja myślę, że tu nie chodzi o pieniążki. Raczej o to, że jakiś tam laik, mówi lekarzowi z 30 letnim doświadczeniem co powinniśmy zrobić. Usłyszałam dziś, że przeszkadzam w leczeniu pacjenta moją niewiedzą o tym, że posiew w czasie antybiotykoterapii mija się z celem. Jak to powiedziała Dorszka, skarbem jest lekarz, który potrafi się przyznać do jakiejś swojej słabszej strony,a który sugestie przyjmie z otwartą głową.
Po tym incydencie rozplakałam się u weta.
Edit. Dokładnie o to mi chodziło Kamila. Dokładnie.
Aśka olej to <wsciekly> facet ma kompleksy i tyle , ale chyba powinnaś zmienić weta . A ten który leczy Rudego ? Ja też szukałam takiego któremu w pełni zaufam i który nie potraktuje mnie jak " walniętą " kiedy świruję . Weterynarz nie może uważać się za najmądrzejszego na świecie , bo w ten sposób tylko się błaźni poza tym już nie ma państwowych lecznic ( pamiętacie , że kiedyś były ? ) i możesz wymagać , bo płacisz zakładając , że nie robisz krzywdy kotu . Może pan " wielki weterynarz " nie wiedział , że posiew moczu jest badaniem nieinwazyjnym i niebolesnym dla kota ? <mrgreen> Asia Trzymam kciuki dalej <ok>
Asiu, dokładnie, kompleksy.... Fakt, że przez kompleks jakiegoś gościa cierpicie Ty i Magnus, to boli i cieżko nad tym przejść do porządku dziennego...
Najważniejsze, że Sołtys czuje się lepiej, tylko to teraz jest ważne A wielkiego pana profesora z koziej dupy karma kiedyś dopadnie, o!
Mnie to zawsze zadziwia, bo na zdrowy rozum opiekun, który chce robić dodatkowe badania przy tak trudnym diagnostycznie pacjencie, jakim jest kot* powinien być dla weta na wagę złota. A przypadek Twojego weta wcale nie jest przecież odosobniony
Mam nadzieję, że Magnusik czuje się dzisiaj jeszcze lepiej
*ostatnio szef lecznicy, do której chodzi Tajga, śmiał się, że jak przyjdzie do niego do niego 100 owczarków niemieckich z tym samym schorzeniem, to 50 będzie miało takie same objawy. Jak przyjdzie 100 kotów, to każdy będzie miał objawy trochę inne <roll> :-)
Magnus mruczący, tuli się do mnie i liże mnie po nosie. Póki co sika 3-4 razy dziennie spore ilości, koloru prawie jak woda. Co ciekawe, zapach z pyszczka całkowicie zniknął.
Teraz Magnusem "opiekuje" się trzech wetów. Jeden prowadzący i dwóch do konsultacji. I tylko ten z Krynicy spełnia moje oczekiwania (a co ciekawe, to u tego mojego weta robił praktyki i pracował)
Wet od Farcika mi nie odpowiada. Wydaje śpiące koty po kastracji, nie chce kontrolnego USG nóżki. Stosuje wybudzacze i nie ma klatek do przechowywania zwierząt. Też nie stosuje posiewu.
Nowy Sącz to małe miasto, znaleźć tu specjalistę wydaje się graniczyć z cudem. Zostaje mi Krynica, tylko ta droga uff..
Mamy zrobiobe 2 razy usg, prześwietlenie, badanie krwii (lecz niestety nie pełne) i moczu. A ja nadal słyszę, że to prawdopodobnie zapalenie dolnych dróg moczowych. Opowiadałam Pani Dorocie, jak z listą badań krwii poszłam do kliniki, podkreślając, że chcę pełne badania. Przychodzę po wyniki, a tam pełna morfologia, ale już biochemia po jednym parametrze z każdego narządu. No zostaje bić głową w ścianę. Czuję, że rozmawiam ze ścianą, a nie z ludźmi zajmującymi się zwierzętami. <suchy>
Gdybym cofnęła się w czasie, wiedziałabym co robić. To doświadczenie zweryfikowało moją wiedzę w sposób niewyobrażalny. Nigdy nie zrozumiem jak wtedy w Krynicy, doktor nie wysłał próbki na posiew, a moja histeria przysłoniła mi logiczne myślenie.
Najgorsze jest to, że moje przygody z wetami, to nie odosobniona historia, tylko reguła prawie wszędzie. Ktoś kto ma wiedzę o kotach trochę większą niż przeciętny Kowalski, ma trudne życie. Reszta żyje w nieświadomości, bo gdyby wiedzieli jak weci leczą ich zwierzęta, to by załamali ręce.
Przepraszam za przydługie wywody z rana, ale moja frustracja sięga zenitu.
Fusiu naprawdę dobrze Cię rozumiem i jednocześnie ogromnie współczuję tych wszystkich nerwów. Historia z weterynarzami jest naprawdę straszna. Człowiek, który nie szczędzi wydatków i prosi o rozszerzone badania powinien być wręcz hołubiony. Przecież to dla każdego weta świetna okazja do nauki, każdy taki przypadek dokładnie zdiagnozowany to najcenniejsza lekcja. Rozumiem, że wolą leczyć na ślepo. Lepiej jest raz pobrać kotu krew niż męczyć go dwa, trzy razy, każde kolejne pobranie kot znosi coraz gorzej to też ma wpływ na wynik! Po co wydłużać to wszystko. Zdaję też sobie sprawę, że koszt takich pełnych badań jest spory ale wet nie jest od tego by decydować za nas na co przeznaczamy pieniądze. No szlag mnie trafia jak czytam, że prosiłaś Asiu o pełne badania krwi a Ci zrobili je niepełne.
Naprawdę rozumiałabym gdyby przeciętny Kowalski nalegał na operację swojego pupila i wet by protestował, ale my mówimy o pobraniu nieco większej ilości krwi, kiedy ta i tak jest pobierana, czy wysłaniu moczu do analizy.
Asiu, przytulam mocno, cieszę się bardzo, że z Magnuskiem lepiej
Asiu tak mi przykro, że nie dość, że martwisz się zdrowiem Magnusika, to jeszcze na dodatek musisz się użerać z takimi wetami Też nie mogę tego pojąć, jak można odmawiać komuś badań, jak i tak za nie płaci. Jedyne wytłumaczenie jakie mi przychodzi do głowy to tylko takie, że się boi, że będzie musiał wynik interpretować, a tak, jak go nie ma, to może w ciemno serwować antybiotyki