Minął już tydzień odkąd Gabryś biega za Tęczowym Mostem, pomału zaczynamy odzyskiwać wewnętrzny spokój… Gabryś pozostanie na zawsze w naszych serduszkach, był to naprawdę wyjątkowy kociak, psotnik, rozbójnik, istny alpinista i kaskader, ciekawskie i bardzo towarzyskie stworzenie, kochał wszystkich i wszyscy którzy go znali kochali jego, był to nasz maluszek, zgredek, ufoludek, brudasek który brudził nam pościele, piżamy i ręce gdy spał z nami przytulając się całą noc, nasz przenośny grzejniczek, specjalista od rozrzucania żwirku po całej podłodze ( Gabryś wychodząc z kuwety ‘łapał’ w łapki żwirek a następnie wykonywał proces strzepnięcia zbędnego materiału z łapek, wyglądało to naprawdę spektakularnie), specjalista do spraw robienia łapek w wannie, umywalce, półkach, po prostu w całej łazience, smakosz jabłek i jogurtów, jak na „prawdziwego” (ga)BRYSIA przystało - kot pijący herbatkę z kubka (czarną, zieloną, nieważne co tam masz, ważne że zostawiłaś to bez nadzoru), florysta obrywający płatki z każdego kwiatka który znalazł się w wazonie, kot który kradł plastikowe słomki żeby później je aportować, łysy zwolennik zarostu (uwielbiał ocierać pyszczek o zarost naszych panów), jaszczurka kochająca wygrzewanie na słoneczku, podróżnik podwórkowy, mały uciekinier (kiedyś wyszedł z domu, nikt o tym nie wiedział, chodził po całym podwórku a gdy już mu się znudziło przyszedł pod drzwi wejściowe – właśnie wypuszczałam psa na dwór, otwieram drzwi a tam Gabryś), dzielny i bardzo odważny kotek. Taki właśnie był nasz Gabryś.
To co wydarzyło się w zeszły czwartek … Nie tak miało być. Prawda jest taka że ciężko jest pogodzić się z odejściem kochanego kota ale też ciężko jest patrzeć na to jak cierpi. Pojechaliśmy na wizytę kontrolną, mieliśmy standardowo zrobić echo i zobaczyć jak działa nowe leczenie (zmiana leków), echo wyszło świetnie, była poprawa, no ale kot nie czuł się dobrze. Lekarz zapytał na wejściu „ Jak czuje się Gabryś?”, „Wszystko byłoby świetnie gdyby nie to że się dusi”. No i zaniepokojeni zaczęliśmy zastanawiać się dlaczego tak jest. Miałam filmik na którym Gabryś miał duszność, pokazałam do lekarzowi, on zobaczył, pomyślał, zaczął osłuchiwać Gabrysia który w trakcie osłuchiwania zaczął się dusić ( na szczęście po chwili było już dobrze), potem RTG płuc żeby zobaczyć jak wygląda sytuacja w płucach, nie było najlepiej, od wizyty w maju nastąpiło pogorszenie. Lekarz stwierdził że za bardzo wszyscy skupili się na sercu, że możliwe Gabryś oprócz problemu kardiologicznego ma odrębny problem w układzie oddechowym. Wysunął kilka hipotez - astma, zapalenie płuc, jakieś bakterie czy wirusy, diskineza rzęsek, zaproponował dwa rozwiązania albo leczenie antybiotykiem w ciemno albo pobór wydzieliny z płuc, oddanie jej na badanie i dobranie najlepszego leku, wtedy dokładnie wiedzielibyśmy z czym mamy do czynienia i jak sobie z tym poradzić. Badanie miało trwać 40 minut, specjalna narkoza działająca tylko 15 minut, w tym czasie pobranie materiału, ciągłe monitorowanie stanu kota-przy zabiegu byli obecni wszyscy wet z przychodni, potem wybudzenie zwierzęcia, stabilizacja pod tlenem, podanie odpowiednich leków, antybiotyk na czas badania próbki, powrót do domu i stały kontakt telefoniczny, po wynikach dobranie najbardziej optymalnego leczenia. Nie chcieliśmy eksperymentować więc wybraliśmy zabieg. Każdy zabieg wiąże się z ryzykiem, ale byliśmy spokojni bo oddawaliśmy naszego maluszka w dobre ręce. Czekaliśmy i czekaliśmy…. Aż w końcu po godzinie przyszedł lekarz i powiedział że stan Gabrysia jest ciężki, ze cały czas próbują go ratować, że serce bije i jest silne ale płuca nie chcą zaskoczyć… Powiedział że będą dalej walczyć, ale jest źle. Po półtorej godziny poszliśmy pożegnać się z naszym Gabrysiem… Smutek był bardzo wyraźny w oczach lekarza prowadzącego Gabrysia, nie tak miało to się skończyć, nie tego oczekiwał. Podczas zabiegu doszło do zachłyśnięcia ropą, której ilość wskazywała na to że nasz maluch miał zapalenie w płucach już bardzo długo, podawanie furosemisu z jednej strony pomagało bo wyciągało wodę z płuc ale z drugiej szkodziło bo zawiesina stawała się coraz gęstsza i coraz gorzej szło naszemu maluchowi jej odksztuszanie. Z żalem i smutkiem, ze łzami w oczach wróciliśmy do domu.
Historia Gabrysia pokazuje jak bardzo złożona może być choroba, pokazuje że nie wolno iść utartymi schematami, że obok siebie mogą istnieć dwie odrębne choroby, pokazuje że należy mieć oczy szeroko otwarte, należy konsultować każde ‘gorsze’ dni z lekarzem, pokazuje że trzeba się pytać, drążyć temat, czasami być przewrażliwionym, a przede wszystkim że należy doceniać każdą chwilę jaką możemy spędzić z naszym małym skarbem.
Chciałabym podziękować za wsparcie jakie od Was otrzymaliśmy, dziękuję za to że zawsze trzymałyście kciuki za naszego stworka, za to że byłyście przy nas w każdej lepszej i gorszej chwili, za dobre słowa, za słowa pocieszenia.

Taki stworek kiedyś zawitał do naszego domu

zaprzyjaźnił się z naszymi kotami

był bardzo psotny

pewnego dnia okazało się że na chore serduszko, stał się bardzo senny

jednak pomimo tego dalej był kochany

postanowił że jeśli musi już tyle spać, będzie spać z nami

pomimo choroby nie opuszczało go poczucie humoru

uwielbiał ciepełko

cały czas był naszym ukochanym kotkiem <serce>

na zawsze w naszych sercach
