Zatem, Kochane e-Cioteczki, dzisiaj foto-relacja z typowych poczynań Koko i Niuni w ogrodzie. O tym, jak to ropuchy, zwanej Kumatą, stałej rezydentki naszego ogrodu, futra poszukiwały.
„Wyprowadzka Kumatej”
Ponieważ w ostatnim czasie, w ogrodzie Koko i Niuni odnotowano wyjątkowo wzmożone prześladowanie żabiego rodu, Kumata w końcu wkurzyła się, spakowała walizki i nocą ostentacyjnie wyemigrowała za granicę (czytaj: za płot ogrodu). A koty, nieświadome niczego, po wyjściu do ogrodu, jak zwykle żwawo ruszyły z tradycyjną wizytą „duszpasterską” do wiadomej siedziby.
- Hej tam, Kumata! To znowu my, twoi wytęsknieni goście. Cieszysz się? – Niunia bystrym oczkiem przeskanowała zarośla.

- Gdzie jesteś? Pora wstawać ! – Koko z pasją pazurem czesał liście bergenii.

- Dziwne. No żeby nawet nie zostawić klucza pod wycieraczką?

- Może zażywa porannej kąpieli? – Koko pognał nad brzeg stawu i zapuścił żurawia przez chaszcze.

- Oj! Nieładnie tak, Koko, podglądać dziewczynki w negliżu – Niunia kulturalnie zwróciła uwagę.

- Jakie dziewczynki? Jak już, to co najwyżej pryszczate ropuchy. Ale nie widzę nawet jednej sztuki.

- O! Gołębie przyniosły pocztę.

- Przesyłka lotnicza. Uwaga! Rzucamy. Dwadzieścia złociszy się należy za dostawę. Reklamacji po odejściu od kasy się nie uwzględnia! No szybko! Łapcie, lebiegi jedne, bo nie mamy czasu!

- No barany jedne! Nie dość, że mają złodziejskie opłaty, to jeszcze za płot rzucili.

- O jasny gwint! Grabie by się przydały. Ale już prawie mam. Ufff… Lewa łapa dłuższa.

- No i co tam, Koko? Rozwijaj szybko i czytaj.
- Kumata pisze, że wyjechała do sanatorium. Na długo, wyraźnie podkreśla. Każe ci posprzątać jej chałupę i zadbać, aby staw rzęsą nie zarósł. Klucz zostawiła w starym bucie za konewką - wymamrotał Koko półgębkiem.
- Też coś!!! Jeszcze czego! – odfuknęła Niunia.

- A teraz chyba się nieco zdrzemnę. Wyjątkowo pracowity mieliśmy dzionek. Pa, mała!
