Kaya & Tyson

Zapraszam do prezentacji Waszych kotów, wszelakiej maści, rasy i pochodzenia :)
Awatar użytkownika
Kamila
Agilisowy Rezydent
Posty: 3773
Rejestracja: 04 gru 2015, 13:01
Płeć: kobieta
Skąd: Bydgoszcz

Re: Kaya & Tyson

Post autor: Kamila »

dopiero zajrzałam, jaki biedny Rysio ;-( ;-( ;-( ;-( ;-( wspaniale Kasiu, ze mu pomagasz :kiss: :kiss: :kiss: i cały czas <ok> <ok> <ok> <ok> <ok> za Kaycie, pewnie odetchnie bidulka, że juz po kroplówkach :kotek: :kotek: :kotek: :kotek:
Awatar użytkownika
Kasik
Agilisowy Rezydent
Posty: 5350
Rejestracja: 24 lip 2013, 22:49
Płeć: kobieta
Skąd: Szczecin

Re: Kaya & Tyson

Post autor: Kasik »

Ciocie, Kayka skończyla wczoraj serię kroplowek. Po pierwszej zaobserwowaliśmy spora poprawę, aż było milo patrzeć jak wieczorem oba lobuzy urządzały galopady po domu. Wraz z kroplówka podawany był Catosal, trochę ją to zapewne wzmocniło. Niestety od drugiego dnia Kaycik już bardzo panikowała przed wizytą u lekarza, bidulka od rana się chowała po kątach bo wiedziala, co ją czeka. Każdą noc po kroplówkach wyła nam niemiłosiernie do księżyca, nie wiem, czym to bylo spowodowane, ale jestemy umęczeni. Nie miała litości <diabeł> 2,3,4,5:00 godz, każda pora była dobra żeby urządzać serenady. Nie wiedzieliśmy, czy ją coś boli, czy tak się żali, uspokajała się jak wstawaliśmy i gnała do miski z żarciem, żebyśmy mogli popatrzeć jak księżniczka je... Małpa <serce> W końcu przestaliśmy reagować, ale spać też nie szło i zachodziła obawa, że sąsiedzi się zlecą. Mam nadzieję, ze odwyknie skoro już te nieszczęsne wizyty się na jakiś czs skonczyły i że to byly tylko jej żale i nic jej nie bolało :kotek:
Przyszły już dodatkowe wyniki laboklinu (profil trzustkowo - jelitowy), ale jeszcze tego nie omawiałam z lekarzem...

Co do Rysia, czuję, że poległam... nie dam rady już nic więcej zrobić ;-( Jest mi potwornie przykro, nie wiem, na ile pomogłam mu samymi lekami i odrobaczeniem, czy to mu pozwoli jakoś przetrwać. Dostalam od Pani z urzędu z Rewala wnioski o pomoc weterynaryjną, myslalam, że może uda mi się znaleźć kogoś, kto bezinteresownie podpisze wniosek i zawiezie kota na leczenie do Gryfic. Niestety, we wniosku trzeba zadeklarować opiekę nad kotem na czas leczenia, sprawa nie wydaje się taka prosta jak myślalam. Poprosiłam o pomoc tutejszą Vivę, myślalam, że może mi dziewczyny jakoś pomogą, leczą koty fundacji u tego samego lekarza co ja, ale... szkoda slow, podniosły mi tylko dzisiaj cisnienie swoimi bezcennymi radami :-///// Nawet nie mam siły tego komentować bo źle się z tym wszystkim czuję ;-( Nie byłoby problemu gdyby Rysio był w Szczecinie, sama bym wszystko zrobiła, ale taka akcja na odległość niestety przewyższa moje możliwosci :((((
Awatar użytkownika
Miss_Monroe
Moderator
Posty: 6546
Rejestracja: 24 lut 2012, 11:28
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa/NY

Re: Kaya & Tyson

Post autor: Miss_Monroe »

Co Ci fundacja odpowiedziała? Ja znam kilka bardzo nieprzychylnych opinii o tej fundacji. Napisz do nich "otwarcie" na ich stronie na Facebook jak możesz. Mojej koleżanki takie działanie przyniosło skutek.
Awatar użytkownika
ozon
Agilisowy Rezydent
Posty: 2239
Rejestracja: 18 lis 2013, 09:38
Płeć: kobieta
Skąd: Tajgówko Małe :)

Re: Kaya & Tyson

Post autor: ozon »

Kasiu :hug: czasem można zrobić tylko tyle, ile można. Po prostu.

Kciuki za Kayę nieustająco, także za zakończenie nocnej kariery śpiewaczki operowej :kotek:
Awatar użytkownika
Danusia
Agilisowy Rezydent
Posty: 5837
Rejestracja: 18 lis 2011, 17:06
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa

Re: Kaya & Tyson

Post autor: Danusia »

Moja kochana bidulka <serce> <serce> <serce> <serce>
Dr Agnieszka zawsze mi mówi ,ze apetyt to jest podstawowy miernik :ok: dlatego z Kolorka taki kluch się zrobił bo wiemy że niedługo przestanie jeść i bez kroplówek czeka go śmierć głodowa .
Zobacz ,a Kayunia po tych kroplówkach ma apetyt i biegnie do miski może naprawde są jej potrzebne . Tylko dlaczego tak się użala :(((( . Co to moze być ??

Dzisiaj Kalut tez mnie wykończył w nocy latała całą noc , płakała , nosiła zabawki , tłukła korkami , o matulu ale tylko jedna noc no i jest zdrowa <roll>

Co do fundacji ja mam własne zdanie i wiem ,ze tu tez jest różnie nie zapomne karmy wielkiego wora Kolorka którą wysłałam do Torunia ,a potem jeszcze musiałam drugi raz zapłacic dodatkowo za przesyłkę do mnie i jeszcze mnie kobieta opierniczyła , ze nie ma czasu odbierać i ,ze woli pieniądze .
Zresztą jak posłuchałam zaufanych wetów to oczy mi na wierzch wyszły <shock>
Biedny kocurek serce aż boli ,że tak trudno czasami pomóc , my z Pauliną mamy swoje koty którym pomagamy od lat , koty Paulinę kochają , ludzie sa wdzięczni i jest OK i ja przynajmniej z radością robiąc zakupy w Zooplusie moim skarbom zawsze coś dorzucam dla pupili Pauli.
Tak dużo jest obojetnych ludzi dla naszych braci mniejszych niestety ;-( i im życzę aby w następnym wcieleniu byli psem lub kotem Rysiem :ok:
Awatar użytkownika
fado123
Agilisowy Rezydent
Posty: 3093
Rejestracja: 24 wrz 2015, 19:59
Płeć: kobieta
Skąd: slask

Re: Kaya & Tyson

Post autor: fado123 »

jesteś wspaniała :hug: i zrobiłaś bardzo dużo dla tego kota ,inny to by go jeszcze kopnął na ulicy a Ty mu pomogłaś i zrobiłaś to co się dało , będzie dobrze ,ciesze się że z kaya lepiej oby tak dalej <ok> <ok>
Awatar użytkownika
Kasik
Agilisowy Rezydent
Posty: 5350
Rejestracja: 24 lip 2013, 22:49
Płeć: kobieta
Skąd: Szczecin

Re: Kaya & Tyson

Post autor: Kasik »

Miss_Monroe pisze:Co Ci fundacja odpowiedziała? Ja znam kilka bardzo nieprzychylnych opinii o tej fundacji. Napisz do nich "otwarcie" na ich stronie na Facebook jak możesz. Mojej koleżanki takie działanie przyniosło skutek.
Lenka, szkoda słow :(((( Zwrociłam sie do nich z zapytaniem, czy nie znają osoby w Rewalu/Niechorzu, która pomogłaby zawieżć kota na leczenie do Gryfic. Oczywiście przedstawilam całą sytuację, że kot został odrobaczony, ma podawany antybiotyk i jest karmiony. To, że nie znają takiej osoby to OK, spodziewalam sie takiej odpowiedzi...To, że poradzono mi zabrać kota na leczenie do Szczecina, umieszczenie w szpitaliku i odwiezienie na miejsce bytowania, a najlepiej wzięcie na tymczas (wszystko na mój koszt), też się spodziewałam, byłabym debilem, gdybym na to sama wczesniej nie wpadła, ale tylko w tym miesiącu leczenie Kayi to prawie 1000 zl. Napisałam, że niestety nie jestem w stanie tego zrobić i chyba nie dam rady pomóc więcej Rysiowi, no to mi panny napisały: Bardzo to przykre, skoro kot jest oswojony to po wyleczeniu ma szansę na prawdziwy dom, szkoda , że jej nie dostanie... ale tę decyzję pozostawimy już Pani sumieniu.

No to się wkurzyłam i jest mi strasznie przykro, tego kota mijają dziennie setki ludzi, nikt się nie zatrzymuje, nikt nie pomaga, wolą udawać, ze nie widzą. Ja się przynajmniej starałam, bylam u weterynarza, wykupiłam leki, zawiozlam, cięzko bylo mi poprosić obcego chlopaka o podawanie antybiotyku, karmienie, wystawianie wody, przynajmniej porobowalam. Wszystko po to, zeby się dowiedzieć, że nie mam sumienia :((((
aurora80
Posty: 648
Rejestracja: 12 cze 2015, 23:41
Płeć: kobieta
Skąd: Warszawa/Marki

Re: Kaya & Tyson

Post autor: aurora80 »

Szkoda słów, durne paniusie, których pomoc kończy się jedynie na poradach żeby ktoś inny odwalił za nie całą robotę i do tego jeszcze obrzucają innych błotem :-///// . Dla mnie jesteś wielka <pokłon>
Awatar użytkownika
Mago
Super Admin
Posty: 4597
Rejestracja: 23 lis 2008, 20:28
Płeć: Kobieta
Skąd: Warszawa
Kontakt:

Re: Kaya & Tyson

Post autor: Mago »

Kasik :hug: :kiss: doskonale Cię rozumiem bo byłam kilka razy w podobnej sytuacji, pomagałam porzuconym kotom tak jak byłam w stanie a słyszałam na forum miau, że jestem bez serca i że kot przeze mnie umrze, że serca nie mam, sumienia nie mam i jestem wyrachowana bo chcę pomóc cudzymi rękoma.
No cóż, ja te osoby, które pisały mi te "ciepłe" pw w jakimś sensie rozumiem, bo jak ktoś prowadzi dom tymczasowy i widzi ogrom tej kociej biedy to ciężko to ogarnąć i tak ta beznadzieja i gorycz rozlewa się na wszystkich którzy pomagać chcą.
Ostatnio GOSIA zorganizowała akcję pomocy warszawskiemu schronisku bo to co tam widziała przeszło wszelkie wyobrażenia. Myslę sobie, że jak ktoś bezdomnością zwierzaków zajmuje się na co dzień to coś w nim pęka i nie ma siły/chęci do wykonywania jeszcze pracy "bycia miłym i życzliwym" dla tych, którzy pomagają okazjonalnie i spontanicznie. Ja w każdym razie nie umiem sobie niczym innym wytłumaczyć tego jadu, który był mi serwowany na miau ani też dziwnych uwag pani z warszawskiej koterii odnośnie kota którego przywiozłam na kastrację (kot był oswojony, padła sugestia miedzy wierszami, że to mój kot, albo kot mi dobrze znany i poproszono o zapłatę, zapłaty odmówiłam bo w tamtym czasie koteria kastrowała koty za darmo, a kot był uratowaną na podwórku znajdą). Cały problem w tym, że my (ci co pomagają spontanicznie) oczekujemy sprawnie działających miejsc, gdzie taki zwierzak zostanie zaopiekowany, a realia są takie, że jest ogrom zwierząt w potrzebie i fundacje, schroniska czy prywatne domy tymczasowe pękają w szwach i mają wieczne problemy finansowe...

Chcę powiedzieć, że tą gorzką pigułę goryczy trzeba przełknąć i dalej robić swoje, pomagać gdzie się da, gdzie jest się w stanie.
Dla mnie zrobiłaś fantastyczną robotę przy kotku Rysiu :kotek:
Awatar użytkownika
ozon
Agilisowy Rezydent
Posty: 2239
Rejestracja: 18 lis 2013, 09:38
Płeć: kobieta
Skąd: Tajgówko Małe :)

Re: Kaya & Tyson

Post autor: ozon »

Mago pisze:Myslę sobie, że jak ktoś bezdomnością zwierzaków zajmuje się na co dzień to coś w nim pęka i nie ma siły/chęci do wykonywania jeszcze pracy "bycia miłym i życzliwym" dla tych, którzy pomagają okazjonalnie i spontanicznie. Ja w każdym razie nie umiem sobie niczym innym wytłumaczyć tego jadu, który był mi serwowany na miau ani też dziwnych uwag pani z warszawskiej koterii odnośnie kota którego przywiozłam na kastrację
Myślę, że jest w tym wiele racji, zwłaszcza, że ta robota nigdy się nie kończy... Mnie nie raz potraktowano jako egoistyczną i wygodną "pańcię z jednym kotkiem".

Teraz, kiedy szukałam tu na miejscu tymczasu dla Soni, usłyszałam na przykład: "W łazience? No i co? Łazienka to jest świetne miejsce na tymczasowanie. Wie pani, ile ja zwierząt już tymczasowałam w łazience?! Kot choruje? A myśli pani, że moje wszystkie zdrowe?". Kwestia podejścia i walki o każde kocie życie, czasem za wszelką cenę.

Ale pamiętam, że gdzieś toczyła się też dyskusja, że nie ma co tak potępiać tych, co mają rasowe koty, tych, co mają jednego itd., bo to w jakiejś mierze dzięki nim pomoc dla kotów funkcjonuje - ktoś się przecież składa na leczenie, na tymczasy, kupuje fundacyjne gadżety itp.
Zablokowany