Decyzja czy w ogóle zajmować się tą kotką należy tylko do Ciebie bo to duże obciążenie emocjonalne. Nie sposób odpowiadać i brać na swoje barki wszelkich okolicznych nieszczęść bo się w tym smutku utonie. Ja osobiście naprawdę z wielką ulgą wyprowadziłam się z podwarszawskiej miejscowości bo tam ogrom bezdomnych kotów, kotek w ciąży, kociaków wałęsających się przy śmietniku w poszukiwaniu jedzenia był porażający
Fusiu a może porozmawiasz tak na spokojnie, z ciastem w ręku
Może właśnie jedyne co możesz zrobić, to na spokojnie pójść do tych ludzi i poprosić ich o pomoc dla ich kotki, uczulić ich na tą zależność, że naprawdę szkoda tego kociego życia.