Cześć Wam,
Ale miałem STRASZNY dzień, muszę się poskarżyć, bo tylko Wy mnie zrozumiecie.
Wczoraj Duża z Dużym zapakowali mnie do tego małego pudełka, co to zawsze źle wróży. Trochę mi było raźniej, bo w takich samych pudełkach zobaczyłem obie Łaciate, więc pomyślałem, że nie będzie źle, a jak jeszcze zobaczyłem tych wszystkich od Ojca, co to nim zostałem, to już w ogóle się położyłem i się zrelaksowałem. Ale Dużym to NIGDY nie można ufać!
Pojechaliśmy do takiej jednej kobiety, co mi się zupełnie źle kojarzyła. Najpierw wyciągnęli Łaciatą mniejszą. Ale warczała! Założyli jej na nos i oczy jakiś taki kapturek, że nic nie widziała, i Duży ja przytulił, i tamta kobieta bardzo zadowolona była i tylko wykrzykiwała "Jak dobrze leci!" Łaciata najpierw się darła, ale potem ucichła. A potem nagle Duży mówi "O Boże, coś jej się stało, zwiotczała mi w rękach!" Na to Duża "No co Ty, przecież widzę, że oddycha..." Ale podnoiosła jej gowę, i puściła, a Łaciatej normalnie opadła. Więc ta kobieta szybko skończyła, puszczają ją, a ona normalnie wtedy głowę podnosi i się gapi! Normalnie rozwerwać ją chcieli! Bo do tego ostatniego naczynka to jeszcze parę kropel by się przydało...
W każdym razie wygłaskali ją, i wstawili z powrotem do pudełka, I WYCIĄGNĘLI MNIE <strach> Już po Łaciatej widziałem że nie przelewki, i trochę od razu pękałem. A ta kobieta, że jaki fajny jestem, i w ogóle - no to myślę sobie, nie jest źle, będą mnie oglądać, jak zwykle Duża mnie położy, będę tak musiał sobie poleżeć, ta kobieta coś popisze na takiej karteczce, i z głowy. A tu klops, ona zamiast karteczki takie same butelczki na stole położyła, co przy Łaciatej, i ten sam kapturek mi zakłada! Ale nie udało jej się, tylko na nos się mieścił, a na brodę już nie, i paski były za krótkie, i nie mogli mi ich a głowie zapiąć <mrgreen> Więc Duża mówi, spróbujemy, jak ostatnio. I wtedy sobie przypomniałem, jak mnie Duży ostatnio za głowę i łąpę trzymał, a Duża za doopkę, i jak mi łapę wykręcała TA SAMA KOBIETA! Więc jak tylko Duży chciał mnie unieruchomić, to ja się wyrywać zacząłem, i walczyłem jak lew, i bardzo byłem silny, że nawet Duży nie mógł mnie utrzymać, i już myślałem że wygram, a tu słyszę głos Dużej "Puśćcie go", i jak ona mnie za głowę wtedy złapała, to już wiedziałem, że mam być grzeczny... No i dali mi taki zastrzyk, co po nim leżałem bez ruchu, i zrobili mi te wszystkie okropne rzeczy...
Potem wzięli Łaciatą większą, i oczywiście jej to się nachwalić nie mogli, że tak grzecznie wszystko zniosła, że nawet jak warczała, to się śmiali. Fakt, że dzięki temu z nią poszło najszybciej, jej to nawet tego kapturka nie zakładali.
Potem były dwa maluchy, co niby tym ojcem jestem. Okropnie się darli... Szczerze mówiąc, to oni najgłosniej! Potem jeszcze mieli jakieś zastrzyki i numerki im normalnie w szyje powbijali <strach> Tylko jednemu się upiekło, ale syszałem, że tylko do czwartku...
W domu to jeszcze nie bardzo mogłem chodzić, bo jakoś siły nie miałem, ale właściwie nie potrzebowałem, bo wszyscy na zmianę ze mną byli i mnie głaskali i drapali za uchem, i było całkiem znośnie <mrgreen> Duża mówi, że w nagrodę może znów z niebieską będę mógł się pobawić...
W każdym razie to był dzień OKROPNY, i mam nadzieję, że już koniec na razie... Duża mnie przepraszała, że to niby dlatego, że zgodziła się wyjątkowo na jakąś inną dziewczynę do zabawy, i że muszę mieć porządnie wszystko przygotowane. To ja zaraz sobie sam sprawdziłem i mam przygotowane DOSKONALE, i żadna obca kobieta mi do takiego sprawdzania nie jest potrzebna

No, ale potem fajną puszkę mi otworzyła ta moja Duża, i w ogóle, to poszedłem do niej na kolana, żeby sobie nie myślała...