Aż się zaplułam na samo wyobrażenie tego kuszącego zapachu z Twojego piekarnika, margitko. Toż i ja z dzieciństwa to znam! Taki sam przepis, tylko bez tej przyprawy (sam majeranek, sól, pieprz i cebulka smażona ze sloninką i boczuniem).
No, że też kobitki sumienia nie macie, aby porządnych ludziów przed samą północą do lodówki wyganiać w poszukiwaniu jakichś nędznych ochłapów na ząb. Przecież z głodu nie padnę, a na pieczeniu to by mi pewnie do rana zleciało.
