Koci świat wg Śnieżki, Fiony & Mruczki
-
kasia z gdyni
- Posty: 492
- Rejestracja: 30 cze 2009, 16:34
- Kontakt:
- Elwira
- Posty: 889
- Rejestracja: 10 sty 2011, 22:04
Bursztynek :) pies moich rodziców :)
Ze swoją przekochaną pańcią (moją Mamuśką)
Ze swoim ukochanym pańciem (moim Tatą:))
Na swoim łóżeczku
Podczas zabawy
Zmęczony po zabawie

- Szopi
- Hodowca
- Posty: 1322
- Rejestracja: 20 lis 2010, 23:34
- Hodowla: Mikołówka*Pl
- Płeć: Kobieta
- Skąd: Kt.
- Dracanka
- Posty: 2057
- Rejestracja: 26 kwie 2010, 00:20
przepraszam Elwirko,nie mialo zaboleć,nie mialo być wstrętne,Elwira pisze:ups, to już zabolało, aućDracanka pisze:Ale Ty nie masz rasowego brytyjczyka :-)Elwira pisze: Z moich kotów to ten rasowy zostaje w tyle właśnie, i lubi siedzieć na uboczu...
możę się zmieni, ja nie wiem, to jest mój pierwszy taki kot...
więc mogę się tak zaśmiać że rasowe odstają, U MNIE W DOMU
ja mam nakolankowca,naklatkowca,nagłowowca,śpi ze mną,na mnie,noszę go jak dziecko i całuję bez opamiętania,a on rasowy brytyjczyk jest :->
![]()
chciałam tylko powiedziec,że rasowe też potrafią być nakolankowe :-)
Przepraszam,jeśli Cię nieopatrznie zraniłam
Na dodatek,na przykladzie mojej historii-z papierami też można kupić kota z niedowagą,
do leczenia...Więc nie zawsze ma się tę "gwarancję"/
Cieszę się,że dałaś swym kotkom wspaniały kochający domek!
A piesek super!
- Elwira
- Posty: 889
- Rejestracja: 10 sty 2011, 22:04
DziękujęSzopi pisze:fajny psiaczek! to ja tak po cichutku przyznam, że jestem (a przynajmniej dotychczas byłam bardziej psiakowa), ale stopniowo moje podejście ulega zmianie, bo na kogóż by nie podziałały te śliczne kocie oczęta <gwiżdże>
* tak na marginesie Elwirko - Mama bardzo podobna
Kot a pies to z mojego doświadczenia zupełnie dwie różne bajki.
ile psów teraz jest pomocnych w policji, w poszukiwaniach zaginionych osób, bądź ogólnie tropieniu czegoś (choćby bomb), oglądałam także wiele filmów dokumentalnych jak co poniektóre rasy nie tylko opiekują się niewidomymi ludźmi, ale także były przypadki które potrafiły wyczuć kiedy ich chory właściciel będzie miał padaczkę, bądź psy które wyczuwały kiedy ich właściciel miał niebezpieczny spadek cukru (pies budził właścicielke w nocy żeby zażyła insulinę)
O kotach coprawda nie zdarzyło mi się oglądać żadnych filmów - nie wiem czy istnieją koty pożyteczne dla ludzi, przynajmniej śmiesznie mi to nawet brzmi ;)... koty jednak chodzą własnymi drogami (przynajmniej moje)... są sprytniejsze od psów. zwykle nie przyjdą kiedy ja tego chcesz, ale kiedy one tego chcą... Co jest fajne z jednej strony że mają swój charakter, a zdrugiej utrzymuje pewien dystans....
zdarzyło mi się raz, kiedy leżąc na łóżku płakałam to obległy mnie dookoła (nie wołałam ich wtedy), Śnieżka patrzyła i lizała mnie po rękach... hmmm... ale nie jestem pewna czy było im smutno
Kocham koty, ale ich miłość nie jest tak bardzo wiążąca jak psów, wiem że one potrzebują przestrzeni. W sumie to nie mogę nawet powiedzieć że one są moje, tylko ja jestem ich, to ja się muszę tutaj podporządkować do ich humorków. Przychodzą kiedy chcą i odchodzą kiedy chcą.
Normalnie pies moich rodziców jak wracałam po dniu poza domem to się cieszył aż czasem popuszczał ze szczęścia.
A ostatnio jak wróciłam po 10dniach z Polski, to "moje" kotki z radości nie skakały ;). I to nie one do mnie przyszły się przywitać, one tylko przeszły obok mnie z pewnym zdziwieniem w oczach, dopiero ja poszłam za nimi je pogłaskać i poprzytulać.
A pies np cieszy się każdą chwilą spędzoną z właścicielem. Jak właściciel wraca choćby po paru dniach to pies potrafi tak się cieszyć że aż popuści z tej radości. Pies się raczej nie gniewa na swojego pańcia. Wiernie bedzie przy nim kroczył, niektóre nawet tak się przywiązują że gdy właściciel umrze one również umierają... i to dla mnie jest bardzo wzruszające, ta pieska ślepa miłość, która nie zna granic...
Oczywiście piszę tutaj o swoich doświadczeniach. Ktoś może mieć inne.
Np Shopi piszę że ich Allurka nie odstępuje ich na krok, że jest taka pieszczoszka..
W sumie tylko raz miałam tak przyjacielskiego kota, że najchętniej spędziłby czas ze mną jak tylko mógł... ale tylko raz mi się tak zdarzyło, że kot się zachowywał równie przyjacielsko jak pies. I przychodził jak go tylko zawołałam.
Tak to zwykle z psami udawało mi się bardziej zacisnąć więzi i pies nigdy nie znikał z domu na tydzień badź dłużej (raz nasz kot wrócił po miesiącu). Kot dla mnie jest bardziej takim towarzyszem niż przyjacielem. Stąd ta miłość do kotów wydaje mi się bardziej luźna jeśli o mnie chodzi, bo wymaga przestrzeni. Praktycznie moje koty robią co chcą, a jak nie chcę żeby czegoś robiły to poprostu zamykam pokój ;). Psu jak coś zabronisz, to jest duża szansa ze posłucha, a kot by się tutaj nagniewał
W sumie na prawie 10 kotów w moim życiu tylko z jednym udało mi się tak naprawdę bardzo zżyć.
A na 4 psy jakie mieliśmy, to z każdym psem udało się zacisnąć mocną więź.
Pewnie to też wynika z tego że pies daleko nie pójdzie, a nawet jeśli to potrzebuje właściciela żeby dał mu jeść. A koty są sprytniejsze, zwinniejsze więc lepiej sobie radzą w środowisku, potrafią same przetrwać
Kotki które teraz mam są wyłącznie kotami domowymi, nie będą nigdy widziały świata zewnętrznego bo my nie mamy takich warunków (mieszkamy w bloku). Jak narazie nalepszy kontakt mam ze Śnieżką
Każdy kot jest inny. Ale wydaje mi się, że zacieśnić więzi z kotem to naprawdę nie lada sztuka.... one są o wiele bardziej wymagające niż psy o tę ich przestrzeń której często potrzebują tylko dla siebie (w zależności od kota).
Tylko Ci którzy potrafią tę przestrzeń z mniejszyć, bądź mają kotka który nie potrzebuje dużo przestrzeni dla siebie, to mają szansę się zaprzyjaźnić z kotkiem może nawet bardziej niż z psem (tak jak Shopi z Allurką). Ale raczej zmniejszyć chęć kota do swojej przestrzeni której potrzebuje.... to już musi być wyczyn... mi się wydaje żę ciężkie to musi być.... mnie się w każdym razie nie udało, ja miałam szczęście dwa razy do kotków które poprostu od początku tej przestrzeni nie potrzebowały za to potrzebują mojej bliskości (tak jak to najczęściej psy mają).
ej... i znowu mi się długie wypracowanie napisało.... choćbym nie wiem jak się starała krótko napisać co myślę to mi się tyle tych wątków kłębi w głowie.... ale nic ;) to tak będzie dla tych osób które lubią czytać
- Elwira
- Posty: 889
- Rejestracja: 10 sty 2011, 22:04
Ale Ty naprawdę nie masz za co przepraszać:).Dracanka pisze: przepraszam Elwirko,nie mialo zaboleć,nie mialo być wstrętne,
chciałam tylko powiedziec,że rasowe też potrafią być nakolankowe :-)
Przepraszam,jeśli Cię nieopatrznie zraniłam![]()
Na dodatek,na przykladzie mojej historii-z papierami też można kupić kota z niedowagą,
do leczenia...Więc nie zawsze ma się tę "gwarancję"/
Cieszę się,że dałaś swym kotkom wspaniały kochający domek!
A piesek super!
Aż tak mnie nie zabolało, to głównie moja duma się odzywa... nic takiego naprawdę...
bo mnie takie sytuację sprowadzają na ziemie, że w większości ludzie tutaj kupują rasowe zadbane koty legalnie, odpowiedzialnie....
A ja taka dokładna, zwykle dbająca o szczegóły i nieodpowiedzialnie kupiłam na czarnym rynku bo mi się spieszyło
A pozatym, to doceniam ludzi takich jak Ty którzy się nie boją mówić prawdę, nawet jeśli by to miało troszkę zaboleć. W końcu to prawda kole w oko ;)
Za dużo też nie mogę sobie bujać w obłokach bo jeszcze gdzieś odlecę i zapomnę o tym co ważne ;)
Zapomnijmy już o tym proszę
Pozdrawiam Serdecznie
- Yola
- Posty: 480
- Rejestracja: 03 sie 2010, 09:32
- Kontakt:
Elwiro, nie obwiniaj sie, ze kupilas kota "bez papierow". O tym, ze "kot rasowy=rodowodowy" nie wie kazdy. Takich rzeczy czlowiek sie zwykle dowiaduje, kiedy juz kota ma i zarejestruje sie na forum danej rasy, wtedy wlasciciele kotow z papierami, siedzacy w temacie dluzej, uswiadamiaja, ze kot bez rodowodu to nie "rasowiec".
Mojego pierwszego kota mialam ze schroniska, w paszporcie miala wpisane, ze jest persem, rodowodu, jak sie latwo domyslec, nie miala, ale dla mnie byla persem i to najpiekniejszym, i najukochanszym na swiecie.
To, ze Alicia ma rodowod tez jest raczej dzielem przypadku, niz wynikiem poszukiwan kota rodowodowego. Brytyjczyk mi sie marzyl, oczywiscie niebieski <mrgreen> , ale uswiadomilam sobie, ze wole jednak koty o dluzszym futerku, myslalam o kocie ze schroniska, kocie w potrzebie. Przeszukujac portal z ogloszeniami o zwierzakach, i tych schroniskowych, i hodowlanych, zobaczylam fotke Alicii i doznalam objawienia - wiedzialam, ze to musi byc moj kot. Spelniala wszystkie moje marzenia, jest brytyjka, ale ma dluga sierc, no i przede wszystkim, byla w potrzebie, ogloszenie wisialo juz 4 miesiace, a pisalo w nim, ze to "pline". Matka Jolanta od kotow wkroczyla do akcji <mrgreen>
Fakt, ze ma papiery nic nie znaczy, kochalabym ja nawet bez nich.
A wracajac do Twojej wczesniejszej wypowiedzi, tej na temat przytulalnosci kotow europejskich krotkowlosych (czy jak kto woli - dachowcow). Tez wychowalam sie w domu, w ktorym koty zawsze byly, wiele kotow, i kotek, i kocurkow, przewinelo sie przez moj rodzinny dom i za cholere nie moge sobie przypomniec, zeby ktorys z nich sie nie ladowal na kolana. Nawet ostatni kot rodzicow, sp. Prezes, ktory zupelnie dziki sie do nich przyblakal, z czasem przemienil sie w totalnego miziaka, chodzil z nimi na spacery, spal na kolanach.
Mojego pierwszego kota mialam ze schroniska, w paszporcie miala wpisane, ze jest persem, rodowodu, jak sie latwo domyslec, nie miala, ale dla mnie byla persem i to najpiekniejszym, i najukochanszym na swiecie.
To, ze Alicia ma rodowod tez jest raczej dzielem przypadku, niz wynikiem poszukiwan kota rodowodowego. Brytyjczyk mi sie marzyl, oczywiscie niebieski <mrgreen> , ale uswiadomilam sobie, ze wole jednak koty o dluzszym futerku, myslalam o kocie ze schroniska, kocie w potrzebie. Przeszukujac portal z ogloszeniami o zwierzakach, i tych schroniskowych, i hodowlanych, zobaczylam fotke Alicii i doznalam objawienia - wiedzialam, ze to musi byc moj kot. Spelniala wszystkie moje marzenia, jest brytyjka, ale ma dluga sierc, no i przede wszystkim, byla w potrzebie, ogloszenie wisialo juz 4 miesiace, a pisalo w nim, ze to "pline". Matka Jolanta od kotow wkroczyla do akcji <mrgreen>
Fakt, ze ma papiery nic nie znaczy, kochalabym ja nawet bez nich.
A wracajac do Twojej wczesniejszej wypowiedzi, tej na temat przytulalnosci kotow europejskich krotkowlosych (czy jak kto woli - dachowcow). Tez wychowalam sie w domu, w ktorym koty zawsze byly, wiele kotow, i kotek, i kocurkow, przewinelo sie przez moj rodzinny dom i za cholere nie moge sobie przypomniec, zeby ktorys z nich sie nie ladowal na kolana. Nawet ostatni kot rodzicow, sp. Prezes, ktory zupelnie dziki sie do nich przyblakal, z czasem przemienil sie w totalnego miziaka, chodzil z nimi na spacery, spal na kolanach.
- Elwira
- Posty: 889
- Rejestracja: 10 sty 2011, 22:04
Podziwiam Ciebie i w ogóle wszystkich ludzi którzy ratują zwierzęta ze schroniskaYola pisze: Brytyjczyk mi sie marzyl, oczywiscie niebieski <mrgreen> , ale uswiadomilam sobie, ze wole jednak koty o dluzszym futerku, myslalam o kocie ze schroniska, kocie w potrzebie. Przeszukujac portal z ogloszeniami o zwierzakach, i tych schroniskowych, i hodowlanych, zobaczylam fotke Alicii i doznalam objawienia - wiedzialam, ze to musi byc moj kot. Spelniala wszystkie moje marzenia, jest brytyjka, ale ma dluga sierc, no i przede wszystkim, byla w potrzebie, ogloszenie wisialo juz 4 miesiace, a pisalo w nim, ze to "pline". Matka Jolanta od kotow wkroczyla do akcji <mrgreen>
Fakt, ze ma papiery nic nie znaczy, kochalabym ja nawet bez nich.
A wracajac do Twojej wczesniejszej wypowiedzi, tej na temat przytulalnosci kotow europejskich krotkowlosych (czy jak kto woli - dachowcow). Tez wychowalam sie w domu, w ktorym koty zawsze byly, wiele kotow, i kotek, i kocurkow, przewinelo sie przez moj rodzinny dom i za cholere nie moge sobie przypomniec, zeby ktorys z nich sie nie ladowal na kolana. Nawet ostatni kot rodzicow, sp. Prezes, ktory zupelnie dziki sie do nich przyblakal, z czasem przemienil sie w totalnego miziaka, chodzil z nimi na spacery, spal na kolanach.