W poszukiwaniu żula
- Kolejny patroling. Może już jeden z ostatnich w tym roku, bo jesień tuż, tuż.
- Zatem - mina bojowa i w drogę, raz, raz!
- Jakiś intruz przygraniczny do namierzenia? Eeee… nie, zdawało mi się.

- Sprawdźmy w krzakach. Tam żule zwykle się wylegują.

- Lotna przeprawa przez wodę – to dla mnie strata aż kilku kalorii! Most jakiś w końcu by się przydał.

- Aaaa… to ty, Koko! Właśnie… eghe, eghe… ciebie szukałam.

- Żule w krzakach, powiadasz? Czyli, że niby kto?

- No, wieeeesz… tegoitamtego…

- Nie to, żebym czmychnęła na wysokości, wicie i rozumicie, ehe, ehe… Ale wiadomo, wyższy stołek władcy przysługuje.

- Skoro tak uważasz, to…

… zajmuję, co moje, he, he…

- A nie mówiłam, że żul z niego? I burak, do tego!

- Zabieg w tym błotnym SPA zawsze działa kojąco na nerwy. Rewelacjaaaa!!!
- A teraz czas w dalszą drogę, bo dzisiaj to dopiero… sto trzydzieste siódme okrążenie.

- Ja tam jednak wolę patroling z pozycji siedzącej. Albo, jeszcze lepiej, leżącej. O mięsień piwny trzeba w końcu dbać.











