Chyba będziemy mieli w tym roku problem z wychodzeniem naszych miśków na dwór
Przychodzą do nas dwie koteczki, one niby są od sąsiadów, którzy mieszkają 100 m od nas, ale jak to na wsi, oni nie uznają "więzienia" kotów w domu i one sobie chodzą gdzie chcą. Na dodatek moja sąsiadka za płotem zaczęła im jedzonko dawać, wpuszczać do domu na noc jak chcą zostać i one są takie proludzkie, że w ogóle się nie boją. Nie mam pojęcia jak je przeganiać, żeby do nas nie przychodziły. Tupanie nogami i klaskanie powoduje, że one tym bardziej przychodzą i się kładą pod nogami, żeby je głaskać. No serce mi pęka, że nie mogę ich wymiziać. Najgorsze jest to, że Tobi strasznie na nie reaguje

Tamisiowi to zwisa i powiewa, w ogóle na nie nie reaguje. Za to Tobinek ostatnio razem z Tamisiem leżeli w kuchni na blacie przy oknie i jedna z tych koteczek wskoczyła im na parapet z dworu. Tobi dostał takiego szału, że zaczął sapać, miauczeć, aż ostatecznie walnął z całej siły łapą w szybę. Tamiś biedny wystraszył się Tobinka i uciekł. Nie mam pojęcia jak mam reagować w takich sytuacjach, żeby czasem nie popsuły się relacje między chłopakami. Czy mam go zabierać z tego okna od razu, żeby już nie patrzył czy zostawić go aż się sam uspokoi. Boję się co będzie, jak się tak na dworze spotkają. Raz już przyszła ta kotka, jak byli akurat na dworze. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ona tak do nas przychodzi. Zobaczyliśmy jak ona sobie idzie przez taras, przeszła koło Tamisia choćby nigdy nic. Dobrze, że w tym czasie Tobi był przy tujach i był tam wpatrzony w jakieś ptaszki i ją nie widział. Za to ona przybrała pozę, choćby chciała tam do Tobinka podbiec. Zastawiłam jej drogę i wtedy ją spłoszyliśmy, żeby uciekła furtką na zewnątrz. Nie przypuszczałam, że Tobi może tak agresywnie reagować na inne koty na swoim terenie. O ile chodzą one w oddali, to tylko je obserwuje i nie widzę, żeby go to mocno denerwowało, ale już z bliska to zupełnie co innego.
Chyba kupię jakąś psikawkę na wodę na śmingusa i z bólem serca, ale będę musiała jakoś tak odstraszać te kotki, żeby nas omijały. Trochę wody im krzywdy chyba nie zrobi. Muszę patrzeć na dobro swoich chłopaków. Chyba, że macie jakieś inne pomysły
