Ja się nie chwaliłam przed, bo jak robię coś, z czym wiążą się z jednej strony nadzieje i oczekiwania, a z drugiej obawy, to zawsze okropnie się boję, że coś zapeszę i potem wszystko pójdzie nie tak

Kiedyś to w ogóle się praktycznie spodziewałam zawsze robiąc cokolwiek, że i tak coś się spieprzy - w dużej mierze mi to przeszło, ale dalej mam jakiś prywatny przesąd z mówieniem głośno i niezapeszaniem. O tym, że i tak mi sporo przeszło, świadczy fakt, że pokazałam Merlinka teraz, a nie czekałam aż się zaprzyjaźnią i pokochają
A jak to wyszło, no wiecie. Serca są pojemne. Już nam się dość dawno marzyło, że może Eris miałaby braciszka, ale najpierw musiały być warunki lokalowe, potem musiał być spokój, ząbki wyleczone itd. i ogólnie to wiedzieliśmy, że kot trafi się sam, nie ma co szukać, po prostu od kilku miesięcy na wszelki wypadek Feliway leżał w szafce, no i dowiedzieliśmy się od mamy Lubego o tych kotkach z interwencji, zadzwoniliśmy i najpierw spytałam, który jest taki najbiedniejszy (miałam na myśli coś typu najbardziej nieśmiały, ale wtedy się właśnie okazało, że są po chorobie), potem dostałam zdjęcia całej gromadki, ale w sumie to wiedzieliśmy chyba jeszcze przed zdjęciami i tylko nam się tak wydawało, że się jeszcze nad czymkolwiek zastanawiamy... Czasowo się fajnie złożyło, bo doszczepialiśmy Eris i potem jeszcze dostała Zylexis na wszelki wypadek, a w międzyczasie maluchom wyszły już czyste testy na wirusa, no i tyle, przyjechał
