Od kiedy przywiozłyśmy ją minęły około 2 tygodnie, kotka trochę już się zmieniła, jest mniej przestraszona, już nie chowa się na szafie, je już normalnie, bo pierwszy tydzień protestowała i chociaż miała ochotę to zaparła się i nie jadła.
Któregoś z pierwszych dni, jak dostała miseczkę z puszką Animondy bodajże, pachnącą i denerwującą ją, próbowała tą miskę zakopać. A że na kafelkach nic nie zakopiemy, to wyjęła materiał z transportera i tymże miseczkę nakryła - "jeść nie będę i koniec!"
Jeszcze tylko na facetów robi wielkie oczy, ale powoli i do taty się przyzwyczaja.
Futro zaczyna się poprawiać, bo sypała się okropnie, koszmar.
Kicia ma niedrożne kanały, stąd wiecznie płaczące oczy. Podobno były udrażniane, ale zarosły ponownie.
Z rozmowy z byłym właścicielem wynikło także, że Elza ma rodowód i że jest z jakiejś zlikwidowanej (z powodu rozwodu?) hodowli brytków.
Uwielbiam jej pychol, ten duży łepek, w ogóle całą tą fochatą kotę i cieszę się, że nie trzeba było mamy długo namawiać na kota. Teraz ma towarzyszkę, może jeszcze nie miłą i przytulaśną, ale wierzę, że będzie ok z czasem <zakochana>
Napisałam co wiem, opisałam troszkę koteczkę, a oto i Elza <serce>


