Jesteśmy po wizycie, która była mało owocna. Tego się obawiałam. Wet poprosił o dodatkową konsultację u jeszcze jednego radiologa, ponieważ jak mi powiedział, nie do końca się zna na ragusiowych gardłach. Wie, że są podatne na infekcje i nigdy osobiście nie spotkał się z takim przypadkiem zwężenia. Słyszał o nich, a to nie to samo. Kazał wstrzymać się co do endoskopii. Choćby dlatego, że nie mamy pewności co w tym gardle siedzi (dlatego ta konsultacja z radiologiem). Jeżeli tam nic nie ma typu narośl lub guz, to niepotrzebnie będziemy ingerować do środka. Może to spowodować wtedy dodatkową opuchliznę, do tego kota trzeba poddać głębokiej narkozie, a wiemy, że Vincuś nie do końca dobrze ją znosi. Możemy sobie z nim wtedy nie poradzić i najnormalniej nam się udusi. Musimy zapobiegać wszelkim infekcjom gardła (dostałam tabletki na podniesienie odporności), bo mogą spowodować dodatkowy obrzęk i co za tym idzie problemy z oddychaniem. Zmiany żywienia nie zalecił, hamowania przed atakami radości i szaleństwa również, bo nie ma takiej możliwości aby tak żywiołowego i rozbrykanego kociaka utrzymać w ryzach. Zobaczymy co powie drugi radiolog i czy może odczyta ze zdjęcia coś więcej. A umówić się z tym człowiekiem to graniczy z cudem, ale będę próbować. Generalnie jeżeli będzie to tylko zwężenie, Vincuś może żyć długo i bez żadnych incydentów. <klaszcze>
Był "przegląd" Frodzia. Pobrał sierść do badania (ma przetłuszczoną w okolicy ogonka, która przechodzi w stronę grzbietu). Waga stoi w miejscu pomimo diety. Wizualnie wydaje się, że jest smuklejszy, zmniejszył się woreczek pod brzuszkiem, jest bardziej aktywny i skory do zabawy, ale waga pozostała 8,05. Łapki czyste, skórka przestała złazić, oczy pomimo brązowej wydzieliny i śpioszków, okrągłe i czyste w środku, bez opuchlizny i zaczerwienienia.
Kilka zdjęć z niedzielnego wypadu na ogródek.
Frodzio załapał bakcyla i jest mega Jasiem, wędrowniczkiem
A Vini po przeglądzie posiadłości zabrał się za kreta
