Gutek & Jędrek
- demian
- Posty: 146
- Rejestracja: 10 sty 2011, 16:03
Bardzo dziękuję za powitajki, ohy i ahy 8-) Miałem właśnie dziś w wolnej chwili zapodać kilka świeżych fotek, ale Gutek (który po dzisiejszym swoim wybryku ma przerąbane jak stąd do Palestyny
) już zadbał o mój wolny czas.. gdyż iż czeka mnie "małe" sprzątanie. Tymczasem jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam ze szczególnym uwzględnieniem Dorszki za jedno z najklimatyczniejszych forów w necie 
- demian
- Posty: 146
- Rejestracja: 10 sty 2011, 16:03
to może od początku...
po pierwsze - zakładam, że jak kiedyś, jakimś cudem uda mu się wymknąć z chaty (a cuda ostatnio bardzo mu wychodzą) to na pewno znajdę go na śmietniku... w poszukiwaniu "dobrego" jedzenia. Co tam Animondy, RC, jajeczko, jogurcik naturalny... - najlepsza jest zawartość resztek w zlewie czy nawet paproszki z podłogi czyli to wszystko czego nie ma w pełnej misce, która opróżniana jest na koniec dnia, który dla niego kończy się bardzo późno (a nawet następnego dnia bo północ to przecież godzina dla dziadków). Poza informatyką sprzątanie to jego ulubione zajęcie.. szkoda tylko że odkurzacza sie tak boi <mrgreen>
po drugie - jak już nawieje z domu to wcale się nie zdzwię, że otrzymam telefon z policji, że został zatrzymany na 48 godzin bo każda chwila nieuwagi przy przyrządzaniu obiadu kończy się małym kradziejstwem. Ostatnio kątem oka udało się wychwycić jak obserwując co się dzieje (a szczególnie, że nikt ostentacyjnie tudzież jawnie nie patrzy) podprowadził ze stołu przygotowywane do smażenia, niewiele mniejsze od niego udko kurczaka
po trzecie - kradziejstwo idzie w parze z jego zdolnościami kulinarnymi i obsługą płyty indukcyjno/ceramicznej. Włączenie ceramicznej części na maksymalne grzanie to dla niego pikuś
po czwarte - Gutek to też ogrodnik... Bardzo upodobał sobie rośliny, a szczególnie moje kaktusy. Kilku z nim odpuścił jak np Echinocactusowi Grusonii zwanemu Fotelem Teściowej (nazwa mówi sama za siebie <lol> ) bo szans z nim nie ma. Dorwał jednak (ze swoimi złodziejskimi zdolnościami) sukulenta - Haworthię, którą ile razy zbieram z podłogi lub wyciągam spod szafki i wsadzam z powrotem do doniczki, on tyle razy na powrót wyciąga z niej i furkocząc z napuszonym ogonem ucieka z nią w zębach przed mną
po piąte - czy to nie złośliwość??? Szanujemy z żonką jego niechęć do miętoszenia na rękach i przytrzymywania na kolankach, dogadzamy żarełkiem, głaskaniem, gadaniem do niego aby gadać a ten łotr jeden dalej swoje. Nawet odstraszacz w postaci psikaczki nie daje mu do zrozumienia, że coś jest nie teges... A myślałem, że nie ma nic bardziej topornego jak uparty Dobermann... <gwiżdże>
po szóste - dziś jakimś "cudem" rozpartolił zamknięty pojemnik z dwoma zubelkami wczorajszej pizzy z tuńczykiem , zrzucił je na podłogę i poprzedziągał bez wyżerania tegoż tuńczyka (braków tejże rybki na pizzy brak) po możliwych kątach (tak że mamy dziś śródziemnomorski wieczorny klimat)... i stąd ta "Palestyna"
Ale i tak go kochamy... choć przez dzisiejszy wieczór i jutrzejszy poranek zamierzamy zastosować totalny ostracyzm - wszelkie piski, przymiluśki na ten czas nie istnieją (choć bardzo cierpimy)
ps. a firanka została wyrzucona... gdyż iż początkowo wykorzystywał ją do zabawy i zasypywanie misek (co jeszcze znieść można) lecz później do zawijania tego wszyskiego co na stole stoi lub znaleźć na nim się może
po pierwsze - zakładam, że jak kiedyś, jakimś cudem uda mu się wymknąć z chaty (a cuda ostatnio bardzo mu wychodzą) to na pewno znajdę go na śmietniku... w poszukiwaniu "dobrego" jedzenia. Co tam Animondy, RC, jajeczko, jogurcik naturalny... - najlepsza jest zawartość resztek w zlewie czy nawet paproszki z podłogi czyli to wszystko czego nie ma w pełnej misce, która opróżniana jest na koniec dnia, który dla niego kończy się bardzo późno (a nawet następnego dnia bo północ to przecież godzina dla dziadków). Poza informatyką sprzątanie to jego ulubione zajęcie.. szkoda tylko że odkurzacza sie tak boi <mrgreen>
po drugie - jak już nawieje z domu to wcale się nie zdzwię, że otrzymam telefon z policji, że został zatrzymany na 48 godzin bo każda chwila nieuwagi przy przyrządzaniu obiadu kończy się małym kradziejstwem. Ostatnio kątem oka udało się wychwycić jak obserwując co się dzieje (a szczególnie, że nikt ostentacyjnie tudzież jawnie nie patrzy) podprowadził ze stołu przygotowywane do smażenia, niewiele mniejsze od niego udko kurczaka
po trzecie - kradziejstwo idzie w parze z jego zdolnościami kulinarnymi i obsługą płyty indukcyjno/ceramicznej. Włączenie ceramicznej części na maksymalne grzanie to dla niego pikuś
po czwarte - Gutek to też ogrodnik... Bardzo upodobał sobie rośliny, a szczególnie moje kaktusy. Kilku z nim odpuścił jak np Echinocactusowi Grusonii zwanemu Fotelem Teściowej (nazwa mówi sama za siebie <lol> ) bo szans z nim nie ma. Dorwał jednak (ze swoimi złodziejskimi zdolnościami) sukulenta - Haworthię, którą ile razy zbieram z podłogi lub wyciągam spod szafki i wsadzam z powrotem do doniczki, on tyle razy na powrót wyciąga z niej i furkocząc z napuszonym ogonem ucieka z nią w zębach przed mną
po piąte - czy to nie złośliwość??? Szanujemy z żonką jego niechęć do miętoszenia na rękach i przytrzymywania na kolankach, dogadzamy żarełkiem, głaskaniem, gadaniem do niego aby gadać a ten łotr jeden dalej swoje. Nawet odstraszacz w postaci psikaczki nie daje mu do zrozumienia, że coś jest nie teges... A myślałem, że nie ma nic bardziej topornego jak uparty Dobermann... <gwiżdże>
po szóste - dziś jakimś "cudem" rozpartolił zamknięty pojemnik z dwoma zubelkami wczorajszej pizzy z tuńczykiem , zrzucił je na podłogę i poprzedziągał bez wyżerania tegoż tuńczyka (braków tejże rybki na pizzy brak) po możliwych kątach (tak że mamy dziś śródziemnomorski wieczorny klimat)... i stąd ta "Palestyna"
Ale i tak go kochamy... choć przez dzisiejszy wieczór i jutrzejszy poranek zamierzamy zastosować totalny ostracyzm - wszelkie piski, przymiluśki na ten czas nie istnieją (choć bardzo cierpimy)
ps. a firanka została wyrzucona... gdyż iż początkowo wykorzystywał ją do zabawy i zasypywanie misek (co jeszcze znieść można) lecz później do zawijania tego wszyskiego co na stole stoi lub znaleźć na nim się może
- manita
- Agilisowy Rezydent
- Posty: 3446
- Rejestracja: 26 lip 2010, 17:31
- Kontakt:
-
Pola
- Hodowca
- Posty: 866
- Rejestracja: 24 lis 2008, 09:51
- Kontakt: