Sytuacja chyba się stabilizuje

Dziś w kuwecie póki co był jeden qpalek i już był lepszy niż wczoraj. Może to faktycznie ta puszka.. Posłuchałam rady Magi i dałam chłopakom trochę probiotyku. Wymioty się nie powtórzyły, a Tosiek zajada bezo-peta prosto z tubki

gdy próbowałam karmić go łyżką uciekał i grymasił. Myślałam, że muszę przemocą więc przytrzymywałam go i próbowałam "wstrzyknąć" do paszczy - oj jak się złościł mały złośnik. Za nic nie dał sobie tego wsadzić.
A jak tylko podeszłam z tubką i powiedziałam - dobra stary, sam zjedz, co? I mój diaboł zamienił się w aniołka i grzecznie zlizuje z tubki gdy się go prosi a nie przymusza. Jaki on już jest dojrzały i mądry! <mrgreen> <zakochana>
Opowiem Wam co dziś w nad ranem się stało - chciałam cyknąć fotkę lub nagrać filmik z komórki, ale nie zdążyłam. Morus nad ranem, najchętniej ok czwartej, przychodzi i zaczyna ssać. Ssie wszystko - moje uszy, brodę, palce, nos.. oblizuje mnie, ssie i jednocześnie podgryza co jest bolesne i na co mu nie pozwalam. Ale on charakter ma i się nie poddaje

Więc taka zabawa trwała gdzieś do 6. W końcu załamałam się, stwierdziłam, że nie mam siły i zaniosłam go do śpiącego Tośka mówiąc - Tosiek zrób coś z nim, bo ja nie mogę.
A Tosiek grzecznie wystawił brzuszek, mały uczepił się - teraz nie wiem czy jego futra czy którejś łapy i zaczął go ssać. A ten cierpliwie czekał, polizał go po główce aż mały zasnął.. <zakochana> Zwariowałam. Mam takie wspaniałe "dzieci"...
Matko, właśnie Morusek dosłownie sturlał się ze schodów na podłogę koziołkując <shock> i bawi się dalej... kosmos mówię Wam.
Dziękuję, że z nami jesteście!!!!