Nie ma to jak postanowić sobie, że cały dzień grzecznie przepracuję i oczywiście NIC nie oderwie mnie od komputera...
ale był taki słoneczny dzień, że aparat sam wepchnął mi się do ręki
Zapędziłam Lunkę na drapak do pozowania, nie chciała usiedzieć jakoś ładnie... chwyciłam za piórko i oto efekty:
Najpierw były próby złapania piórka lewą łapką...
później prawą...
z braku efektów po piórko sięgnął koci pyszczek...
Udało się upolować dopiero na niższej półeczce drapaka.
Po udanym polowaniu Lunka uznała, że dość tych fotek i przeniosła się do drugiego pokoju.
Słoneczko nadal świeciło zachęcająco więc pstrykałam fotki dalej...
Udało mi się zaskoczyć Lunkę podczas mycia futerka
Pogodzona z losem "modelki" pozwoliła sobie cyknąć jeszcze parę fotek...
...po czym dała nura pod łóżko.
Starałam się zachęcić ją do wyjścia z kryjówki i dalszego pozowania ale twardo obstawała przy swoim.
Poleżałyśmy sobie tak w ciszy z 15 minut, ja na łóżku, Lunka pod łózkiem.
W końcu mówię: no dobra Lunka, wyjdź już, no choć malutka...
no i wyszła...
I jak ja kiedyś mogłam żyć bez kota?