nie cierpię przeprowadzek... śrubokręty do dziś mi się śnią po nocach ...
Za to chłopaki jak na rasowe kocury przystało.. panoszą się tu i ówdzie, podnosząc tym samym standard swojego kociego żywotu..w niedzielę ukończyliśmy montaż najwazniejszej rzeczy na świecie - tj. otwartego wybiegu dla kocurów z wyjściową, całodobową bramką (w roli głównej okno w łazience) i naturalnym drapakiem (tzn. drzewem - a raczej tego co z niego zostało).
Nie powiem, że nie zostało to wymuszone codziennym jęczeniem matce przy każdej nadarzającej się okazji, że nie wspomnę o ucieczkach z domu jak tylko ktoś otwierał okna lub drzwi wejściowe.I nawet fajnie to wyglądało ... leży taki kocur na podłodze, nawet okiem nie mrugnie jak się do niego mówi - wyciągnięty jak stary sweter - ale wystarczy, że tylko zaskrzypi listewka przypodłogowa, a Leoncjo już głową po drugiej stronie...
tak więc początkowo był zrobiony "kurnik". Ale po kilku dniach kocury jednym głosem strajkowały, że zdecydowanie za maly, wieje nudą, i w ogóle nie ma tam co robić...
znowu próby ucieczki na wolność... w końcu wymusiły...
jutro zrobię fotki ze zdobycia drzewa

)
na razie podsyłam wersję kurnikową - z serii "przyczajony tygrys(ek)"
[center]

[/center]