Jak zwykle dziękujmy serdecznie wszystkim cioteczkom <mrgreen> obiecuję że wstawię Wam dziś fotki Carmelki, ale najpierw opowiem co mi się w pracy przydarzyło...
Wyobraźcie sobie niewielka firma - podpiwniczony budynek dwupiętrowy, mój pokój jest na parterze, a pokój socjalny na piętrze. W którymś momencie dnia postanowiłam iść na górę na herbatkę idę korytarzem w kierunku schodów, a tu nagle z piwnicy wybiega kot <shock> (na poziomie -1 jest dodatkowe wejście boczne do firmy) kot w panice biegł klatką schodową prosto do góry, a gdy tylko widział jakieś okno (na wysokości 160cm!!!) skakał w amoku strącając kwiaty z parapetów i odbijając się od zamkniętych okien. Pomalutku poszłam za nim, a serce waliło mi jak młotem. Doszliśmy na ostatnią kondygnację on przerażony przycupnął na schodach więc delikatnie wyciągnęłam do niego rękę, żeby powąchał i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów starałam się zbliżyć do niego, ale on był tak bardzo przerażony że natychmiast czmychnął bokiem - myślałam że serce wyskoczy mi z piersi. Kot uciekł piętro niżej do sali konferencyjnej i znowu skakał, odbijając się od zamkniętych okien, biedactwo

weszłam za nim, zamknęłam za sobą drzwi, żeby znowu mi nie uciekł i tylko się modliłam żeby się udało, żeby on wyszedł z tego bez szwanku i przy okazji żebym ja nie została przez niego podrapana. Kiedy po raz kolejny, skoczył i uderzył w szybę przez krótką chwilkę po tym był oszołomiony i skulił się w koncie sali i wtedy wzięłam go delikatnie jedną ręką pod dupkę drugą pod brzuszek (wiem że teoretycznie powinnam chwycić go za skórę na karku, ale nigdy nie trzymałam w ten sposób kota i uznałam, że to kiepski moment na uczenie się tego) i na wyciągniętych przed siebie rękach, trzymając go jak najdalej od siebie, ruszyłam w drogę powrotną.
STRES przeokropny i dla kota i dla mnie - ale udało się!!!! <tańczy> <tańczy> <tańczy> jak kot tylko zobaczył że już jest na zewnątrz wyskoczył jak z procy <mrgreen> ale wyobraźcie sobie, że wyszłam z tej przygody bez jednego zadrapania <mrgreen> A tak swoją drogą, firma pełna ludzi ale żeby ktokolwiek się zainteresował... nie wiem na co Ci ludzie liczyli? chcieli kota zostawić na noc w firmie czy co? nikt nawet nie pomyślał jak uzbroić alarm, jeśli całą noc po firmie biegałby przerażony kot - bez komentarza
No dobrze to teraz Carmeluśka...

Miłego weekendu
