Przyjechaliśmy w piątek o godzinie 22:00 Yoguś całkiem dobrze zniósł podróż (wiadomo musiał troszkę po miauczeć, ale większą część drogi można by się zastanawiać czy oby na pewno jedzie z nami kot <lol> ) Z transporterka wyszedł zaraz po otwarciu drzwiczek i na przykurczonych łapkach zwiedził całe mieszkanie i za żadne skarby nie mógł zrozumieć gdzie się podziało jego całe stado - bo mimo jego nawoływania z żadnej dziury nie wyszła mamusia, ani Yami, ani Weronka. Jedynym sposobem na to żeby Yoguś przestał szukać swojego stada była zabawa, więc dwoje szalonych ludzi bawiło się z kotem do godziny 24:00. A kiedy już postanowiliśmy zakończyć ten męczący i emocjonujący dzień Yoguś przyszedł do naszego łóżka przycupnął cichutko w nogach i spał "całe" 5 godzin i o 5:00 rano zaczął miaukolić. Nie powiem żebym była z tego powodu szczęśliwa <wsciekly> po godzinie kiedy już przestałam wierzyć, że Yogusiowi się znudzi i jeszcze pójdzie spać, wstałam i półprzytomna bawiłam się z kotem (tylko po to żeby TŻ mógł jeszcze troszkę pospać, czyż nie jestem wspaniała - jakiś medal mi się należy
Sobota dla mnie i dla Yogusia zaczęła się stanowczo za wcześnie i obydwoje szybko byliśmy zmęczeni, a z Yogusiem jak z dzieckiem jak tylko zaczął być zmęczony momentalnie zrobił się marudny, a że nasz dom jest dla niego jeszcze ciągle nowym miejscem nie bardzo mógł sobie znaleźć miejsce do spania i tak snuł się i miaukolił po całym domu, aż w końcu zasnął wtulony w nogi TŻ'ta (czemu akurat tam? mam nadzieję, że to nie skarpetki go zwabiły <lol> ) Spał długo, bardzo długo (chyba musiał odreagować stres) ale jak już się obudził był jak zupełnie nowy kot - żadnego marudzenia, miauczenia, szukania stada jakby był już u siebie <mrgreen>
Następnej nocy Yoguś spał już między naszymi głowami i co najważniejsze spaliśmy 9 GODZIN!!! Czy ktoś w to uwierzy? druga noc w nowym domu i to my sami się obudziliśmy Yogi nie miał z tym nic wspólnego! KAMIKO UZNAJEMY TO ZA TWÓJ WIELKI SUKCES WYCHOWAWCZY <pokłon> <pokłon> <pokłon> (żeby nie zapeszyć, ale jesteśmy Ci dozgonnie wdzięczni <mrgreen>
Jak na pierwszy wpis to chyba stanowczo przesadziłam z długością toż to prawie wypracowanie wyszło <lol> może spróbuję wstawić kilka fotek... <oops>



