Zdjęć chodzącego chodniczka nie udało mi się zrobić, ale nadchodzi weekend i nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć
Chciałam się natomiast podzielić wydarzeniami z ostatniego tygodnia.
Ci co śledzą ten wątek od dłuższego czasu być może pamiętają, że bardzo dużo podróżowałam z Tośkiem. A dokładniej - w ciągu tygodnia razem z nim przebywałam u mnie w pracy a w weekendy przyjeżdżaliśmy do domu. Od kiedy pojawił się Morus koty były cały czas razem w Krakowie. Mnie jednak było bardzo smutno samej w pracy i kiedy Morusek już podrósł spróbowałam wziąć Tośka ze sobą na te 4 dni, a Morus został z Robertem.
Już od poniedziałku gdy przyjechaliśmy na Śląsk, Tosiek zachowywał się inaczej niż zwykle. Na początku myślałam, że wszystko jest wspaniale bo ciągle mruczał, chciał się przytulać i udeptywać. Drugiego dnia już mnie to zaniepokoiło, bo jego chęć przytulania się była hmm jak na niego zdecydowanie nadmierna. W domu nie bardzo lubił się przytulać - nagle zaczął domagać się ciągłego głaskania po brzuchu, drapania za uszkiem i innych pieszczot. Chodził po całym mieszkaniu i ciągle głośno mruczał albo gruchał, ocierał się o każdą framugę, szafkę, drzwi... Wczoraj w nocy budził mnie co dwie godziny gruchając jak gołąb i domagając się głaskania i przytulania. To mnie już naprawdę zmartwiło - bo niby jakościowo wszystko fajnie, ale coś za dużo w ilości, coś nie tak. Czy to możliwe, żeby tak zareagował na rozłąkę z małym i domem? Bo ja jakoś czuję, że to chyba nie był u niego objaw szczęścia...
Od Roberta wiem, że Morus w tym czasie zachowywał się podobnie. Gdy on wracał z pracy to pomiaukiwał, ciągle ocierał się o nogi i ciamkał jeszcze więcej niż zwykle.
Nadszedł dzień powrotu do domu. Przyjechaliśmy dzisiaj z Tośkiem o 17. I znów było trochę dziwnie - Morus przez chyba godzinę chodził i pomiaukiwał co chwilę to tu to tam. Przytulał się, a jednocześnie nie chciał się dawać dłużej głaskać, skakał po ścianach, po drzwiach, meblach. Łaził i miauczał jakby nie wiadomo było o co chodzi. Nasikał pod prysznicem (to może dlatego, że drugą kuwetę zostawiłam w pracy? może powinnam ją przywieźć). Tosiek znów stał się wycofany, głównie leżał na schodach i obserwował co się dzieje. Później na nowo obwąchiwał wszystkie kąty.
Teraz od kilku minut oba koty biegają ze sobą jak szalone, bawią się, okładają na żarty łapkami, gonią po schodach i pokojach. Powoli chyba wszystko wraca do normy.
Ja postanowiłam ich więcej nie rozdzielać - jak będzie mi samej smutno, zabiorę dwa koty ze sobą.
Proszę powiedzcie co o tym wszystkim myślicie.