Strona 147 z 205

Re: Luna

: 31 lip 2013, 11:58
autor: Miss_Monroe
Skoro Lunka nie chciała pozować w urodziny to w pełni to rozumiem :-) Małgosiu jak ze zdrówkiem ślicznotki <serce> ? Polepszyły się wyniki moczu? Bardzo mocne kciuki trzymam za jej zdrówko <ok>

Re: Luna

: 31 lip 2013, 21:36
autor: Mago
Lena, tak, polepszyły zdecydowanie :-) Badania krwi też robiłam, i też jest ok. Znaczy wyszła w badaniach obniżona odporność, ale to był trudny moment, może nie najszczęśliwszy do takich badań, bo przenosiliśmy rzeczy z mieszkania do mieszkania i koty to czuły.
W ogóle w tym czasie Lunia miała zawirowania z pęcherzem, opiszę, może komuś się przyda. Otóż, przyuważyłam, że Luniak wchodzi do kuwety, kuca i nic... Odchodzi, zajmuje się np. zabawą, coś przekąsi i idzie spać. Za jakiś czas robi siusiu jak gdyby nie było wcześniej żadnego problemu. U mnie w domu kuwety na widoku, żwirek wygładzony. Wszystko widać. Kto był i co zrobił (bądź nie zrobił). Sprawę wychwyciłam migiem, że coś nie gra. Nie powtarzało się to, w tygodniu wystąpiło raz... dziwne. Oczywiście zrobiłam jej badania moczu ogólne + posiew. Badania ogólne wyszły ładne. Nic, co dawałoby podstawy do niepokoju, no ale przecież widziałam, że nie mogła oddać moczu. Czekałam na wyniki posiewu, a to z 3 dni. No i wyszły dwie bakterie: coli i gronkowiec.
Tu trochę dyskutowałyśmy z Panią weterynarz, ponieważ ona nie była przekonana co do jałowości próbki, ja z kolei nie chciałam narażać Luny na kolejne badanie moczu, tym razem mocz miał być pobierany prosto z pęcherza pod kontrolą usg. Nie zgodziłam się, bo to jak wspomniałam na początku i tak był bardzo trudny czas dla moich kotów. Debatowałyśmy co robić, lekarka niechętnie podchodziła do podania antybiotyku, ja niechętnie do męczenia kota badaniem. Kot raptem nie siknął dwa razy. W moim odczuciu o dwa razy za dużo, bym miała się nie martwić. Rozważałyśmy też z Panią doktor, że może to reakcja na stres. Może... ale po przeanalizowaniu różnych sytuacji, takich jak nasz wypadek samochodowy i długa, nagła nieobecność w domu, przychodzący obcy ludzie, wcześniejsza przeprowadzka... Nigdy z pęcherzem nie było zawirowań. Sprawę rozwiązała Luna, która ponownie weszła do kuwety i nie mogła zrobić siusiu. To przeważyło, na podstawie antybiogramu Pani doktor dobrała antybiotyk, wcześniej zrobiła Lunce badania krwi. W ogóle, nowa Pani doktor okazała się taka jak lubię, tłumacząca wszystko, zlecająca badania, a nie lecząca na ślepo, no i nie unika dyskusji. Szkoda, że mam teraz do niej tak daleko... Tak piszę o nowym wecie, bo nasz dawny Pan doktor wyjechał z Polski :((((
W chwili obecnej sprawę uważam za zamkniętą. Lunka siusia ładnie, problemów nie ma żadnych. W ogóle szczerze mówiąc gdyby nie fakt, że mam na oku te kuwety to nie wyłapałabym tego tak szybko. Choć to tylko przypuszczenia, to być może uniknęłam kociego posikiwania po domu.
Chcę odejść od Urinary, bo spełniło swoje zadanie. Nareszcie mam blisko do laboratorium, łatwiej mi będzie ( i taniej! <tańczy> ) kontrolować mocz futer.

Re: Luna

: 31 lip 2013, 21:46
autor: Miss_Monroe
Bardzo, bardzo się cieszę, że wyniki Lunki się poprawiły <tańczy> ! Myślałam o Twojej dziewczynce i super, że już jest dobrze. Sama wiem ile to stresu jak się okazuje, że z badaniami coś jest nie tak.
Mago pisze:ale po przeanalizowaniu różnych sytuacji, takich jak nasz wypadek samochodowy
Małgosiu mam nadzieję, że to nie było nic poważnego :kiss: !

Re: Luna

: 31 lip 2013, 22:16
autor: Mago
Miss_Monroe pisze:Małgosiu mam nadzieję, że to nie było nic poważnego :kiss: !
W październiku miną 2 lata. Fizycznie się pozbieraliśmy, trochę blizn zostało (między innymi mam małą bliznę na czole, jak Harry Potter <diabeł> ), samochód poszedł do kasacji... Ocaliły nas pasy i poduszki. Psychiczne obciążenie w sobie mam i jazda samochodem nie jest już dla mnie przyjemnością jak kiedyś. Tego to mi naprawdę żal. Prawka pewnie też nie zrobię, a chciałam, nie czuję się na siłach. Chyba najgorsze w tym wszystkim było zaskoczenie sytuacją. Jechaliśmy spokojnie, droczyliśmy się na temat kolacji, głupoty takie... z za zakrętu wypadł dostawczak, zatańczył w poślizgu i uderzył w nas. Sekundy. Nawet nie zdążyłam spojrzeć na Arka. Huk niemiłosierny i taka cisza.
No ale ludzie nie takie wypadki mają, rozczulam się nad sobą ;-))

Cieszę się, że kotów z nami nie było <mrgreen>

Re: Luna

: 31 lip 2013, 23:08
autor: Miss_Monroe
Bardzo współczuję, też miałam wypadek z winy innego kierowcy. Też ocaliła mnie poduszka, niestety nic nie ocaliło mojego kręgosłupa. Wypadek to jest chwila, nawet człowiek nie zdąży się zorientować co się dzieje. Przepraszam za <offtopic> i przywołanie przykrych wspomnień :kwiatek:

Może Lunka w weekend będzie miała lepszy humor i zapozuje ;-)) ? O Gato nie męczę, bo to oczywista oczywistość <lol>

Re: Luna

: 31 lip 2013, 23:20
autor: Mago
Lenka :kiss: nie masz za co przepraszać... I ja Ciebie tulę :hug:

Na Luniaka zapoluję ale raczej przed, albo po weekendzie. W niedzielę przychodzą znajomi :-) sobotę spędzę przy garach <diabeł> z Gatonem pod nogami <diabeł>

Re: Luna

: 31 lip 2013, 23:23
autor: Miss_Monroe
To czekam na zdjęcia, ale tym razem nie przycupnę <lol>

Re: Luna

: 31 lip 2013, 23:24
autor: Mago
Bardzo rozsądnie <lol>

Re: Luna

: 31 lip 2013, 23:33
autor: Ula
o wypadkach to można byłoby cały rozdział stworzyć :(
niemniej Małgosiu nie powinnaś odpuszczać zrobienia prawka ... i to piszę ja!która przez 17 lat i 8 miesięcy od zrobienia prawka nie zrobiła kilometra za kierownicą,a potem życie zmusiło...ale to już na inny temat

ja też na foteczki tu poczekam <oops>

Re: Luna

: 07 sie 2013, 15:51
autor: Mago
Ula :kiss: dziękuję.

Chciałam powiedzieć, że nie mam zdjęć, choć obiecałam :axe: (to na mnie ten gość z siekierką) ale jest tak gorąco, tak koszmarnie gorąco... że rozumiecie, prawda?

Za to Lunka miała "przygodę". Wczoraj byłam tak padnięta, że wieczorem ledwo doczłapałam do łóżka i szczerze mówiąc kiepsko ogarniałam otoczenie. Rano obudził mnie łomot w szybę, myślałam, że futra na muchę polują. Poderwałam się, poleciałam do pokoju skąd dobiegały odgłosy a tam... biedny Luniak zamknięty na balkonie wali łaputami w szybę i chce wejść <strach> . Idiotka ze mnie, jak mogłam wczoraj jej nie zobaczyć. Na szczęście nic się nie stało, zresztą nie miało prawa się stać, bo okien od strony balkonu nie uchylamy, więc zakleszczyć się nie miała szans, siatka jest, więc i wypaść nie mogła. Tylko pić jej się bardzo chciało, no i siusiu... <oops>
Biedny mój Luniak, a ja głupia :bicz:
Inna sprawa, że Gato przychodził do nas świtem i budził, miaukolił, a miziać się nie chciał, tylko zaraz wychodził z sypialni.