Lena, tak, polepszyły zdecydowanie :-) Badania krwi też robiłam, i też jest ok. Znaczy wyszła w badaniach obniżona odporność, ale to był trudny moment, może nie najszczęśliwszy do takich badań, bo przenosiliśmy rzeczy z mieszkania do mieszkania i koty to czuły.
W ogóle w tym czasie Lunia miała zawirowania z pęcherzem, opiszę, może komuś się przyda. Otóż, przyuważyłam, że Luniak wchodzi do kuwety, kuca i nic... Odchodzi, zajmuje się np. zabawą, coś przekąsi i idzie spać. Za jakiś czas robi siusiu jak gdyby nie było wcześniej żadnego problemu. U mnie w domu kuwety na widoku, żwirek wygładzony. Wszystko widać. Kto był i co zrobił (bądź nie zrobił). Sprawę wychwyciłam migiem, że coś nie gra. Nie powtarzało się to, w tygodniu wystąpiło raz... dziwne. Oczywiście zrobiłam jej badania moczu ogólne + posiew. Badania ogólne wyszły ładne. Nic, co dawałoby podstawy do niepokoju, no ale przecież widziałam, że nie mogła oddać moczu. Czekałam na wyniki posiewu, a to z 3 dni. No i wyszły dwie bakterie: coli i gronkowiec.
Tu trochę dyskutowałyśmy z Panią weterynarz, ponieważ ona nie była przekonana co do jałowości próbki, ja z kolei nie chciałam narażać Luny na kolejne badanie moczu, tym razem mocz miał być pobierany prosto z pęcherza pod kontrolą usg. Nie zgodziłam się, bo to jak wspomniałam na początku i tak był bardzo trudny czas dla moich kotów. Debatowałyśmy co robić, lekarka niechętnie podchodziła do podania antybiotyku, ja niechętnie do męczenia kota badaniem. Kot raptem nie siknął dwa razy. W moim odczuciu o dwa razy za dużo, bym miała się nie martwić. Rozważałyśmy też z Panią doktor, że może to reakcja na stres. Może... ale po przeanalizowaniu różnych sytuacji, takich jak nasz wypadek samochodowy i długa, nagła nieobecność w domu, przychodzący obcy ludzie, wcześniejsza przeprowadzka... Nigdy z pęcherzem nie było zawirowań. Sprawę rozwiązała Luna, która ponownie weszła do kuwety i nie mogła zrobić siusiu. To przeważyło, na podstawie antybiogramu Pani doktor dobrała antybiotyk, wcześniej zrobiła Lunce badania krwi. W ogóle, nowa Pani doktor okazała się taka jak lubię, tłumacząca wszystko, zlecająca badania, a nie lecząca na ślepo, no i nie unika dyskusji. Szkoda, że mam teraz do niej tak daleko... Tak piszę o nowym wecie, bo nasz dawny Pan doktor wyjechał z Polski
W chwili obecnej sprawę uważam za zamkniętą. Lunka siusia ładnie, problemów nie ma żadnych. W ogóle szczerze mówiąc gdyby nie fakt, że mam na oku te kuwety to nie wyłapałabym tego tak szybko. Choć to tylko przypuszczenia, to być może uniknęłam kociego posikiwania po domu.
Chcę odejść od Urinary, bo spełniło swoje zadanie. Nareszcie mam blisko do laboratorium, łatwiej mi będzie ( i taniej! <tańczy> ) kontrolować mocz futer.