Kochane jesteście, ale tak naprawdę to niebyła bardzo skomplikowana robota i myślę, że każda z Was też by to zrobiła <mrgreen>
W naszym domu jest taki podział ról - mój TŻ'et to umysł bardzo techniczny, a ja jestem od wymyślania. Zawsze jak ja coś nawymyślam, to moja druga połowa sprowadza mnie na ziemię jeśli chodzi o stronę techniczną i wykonanie. Ostatnimi czasy miałam ogromną potrzebę udowodnienia sobie, że jestem w stanie zrobić coś całkiem sama. Oczywiście nie obyło się bez potknięć, bo np. linki sizalowej zamówiłam zbyt dużo, ale ja zawsze byłam noga z matematyki <lol> z pewnością mojemu TŻ'towi to by się nie przytrafiło (ale nie ma tego złego, schowałam nadmiar do mojej szafy żeby nie widział i na pewno ją do czegoś wykorzystam - już myślę o kolejnej kładce <lol> )
A kuku, obudziłaś się już?
Carmelka to jest nasza kaskaderka, ona już latem na balkonie spacerowała bez wahania po moim hamaku, sama na niego wchodziła i uwielbiała na nim spać, więc kładka powstała z myślą o niej. Natomiast Yoguś jest cykorkiem i bardzo nie lubi niestabilnych powierzchni i specjalnie z myślą o nim są górne półki...
TŻ'et jak zobaczył kładkę stanowczo stwierdził, że niepotrzebnie to zrobiłam bo żaden kot na to nie wejdzie <lol> a ja oczywiście chcąc załagodzić sytuację powiedziałam mu, że dlatego nie obcinam końcówek sznurka, bo w razie czego rozplotę i zdemontuję kładkę <lol> ale bardzo kibicowałam Carmeli żebym nie musiała tego robić
