O rany! To w następnym wcieleniu będę miała jeszcze więcej kotów <mrgreen> Bo w tym, Kochani, to już raczej nie zdążę Was przygarnąć
Tylko musimy się jakoś umówić, żebym wiedziała, że Wy to Wy
Audrey, miałaś rację, koty chyba chudną, niestety również te, które nie mają z czego <mrgreen> A już się cieszyłam, że Bajzelek nabiera ciałka.
U nas nastąpił okres stabilizacji, koty przyzwyczaiły się do tarasu, więc teraz i w domu je widuję :-) Ale jak tylko otwieram drzwi tarasowe, wszystkie trzy biegną ile sił w łapkach.
Kilka dni temu mieliśmy odwiedziny na tarasie. Było już ciemno, kiedy usłyszałam żałosny pisk i wołanie o pomoc, w pierwszej chwili myślałam, że to Kitunia, więc się przeraziłam, ale nie, to była prawdopodobnie mysz, która dostała się na taras prosto w łapki Kituni. Kitunia goniła ją jak opętana, za Kitunią biegał Bajzelek, byłam pod wrażeniem, jak dzielnie dotrzymuje jej kroku (a pewnie w przeciwieństwie do Kituni, pierwszy raz w życiu widział takiego stworka). Natomiast już w momencie, kiedy usłyszałam pisk, zobaczyłam też "chodu!" w wykonaniu Puszka <lol> Mój bohater <zakochana> zwiewał z tarasu, aż się za nim kurzyło.
Cała akcja na szczęście nie trwałą długo i myszce udało się uciec... Uff...
No to kilka zdjęć tarasowych z dziś. Zamiast Kituni, dziś nasza seniorka Diunka <serce>
Mój ukochany Burek <serce>
Puszek nie jest nadmiernie fotogeniczny, ale na tym zdjęciu wygląda dokładnie tak jak go widzę - miśkowato <serce>
