Musze sie przyznac.... Od soboty runely moje mocne postanowienia dotyczace kota

.
Sa dwa miejsca, na ktorych Missy nie chcialam widziec : stol i komoda w jadalni.
Sama nie wiem czemu, lezenie kota na malym stoliku albo nawet na stole kuchennym nigdy mi nie przeszkadzalo (na blaty kuchenne Missy nie wchodzi), ale jakos na duzym stole w jadalni i na komodzie stojacej obok - bylo NIE.
W piatek wieczorem przywiezlismy Missy po sterylce, zal mi jej bylo, ze glowa mala. W sobote rano ta mala paskuda, jakby czula, ze jej "stan" mnie rozczula, jakby nigdy nic, usadowila sie na srodku stolu (na ktory juz nie wchodzila, bo bardzo konsekwentnie, jak byla mala, ja stamtad zdejmowalismy, wiec wiedziala, ze nie wolno). No i zmieklam - jako, ze kicia tuz po sterylce, pozwolilam jej na tym stole polezec, i to z pol soboty.
No i wiecie co ?
Od soboty, jak tylko my kladziemy sie wieczorem do lozka, to kot z pokoju wychodzi. I gdzie sie usadawia, zgadnijcie ? <kciukwdół>
Ma w nosie nasze zdjemowanie, 30 sekund po tym, jak nas w salonie/jadalni nie ma, Missy znow sie wyciaga na szkle stolu....
Troche ponad 3 miesiace udalo mi sie moich "mocnych postanowien dotyczacych kota" dotrzymac <suchy>