Najbardziej mnie przeraża to, że widzę jej reakcję na możliwość "pójścia Midusi do Miśka".. Zaskoczyła mnie rano jak powiedziała "mamo ale kogo ja będę rano tulić jak Midusia pójdzie no tam, wiesz... Mamo bo przecież Edi on nie chce być u mnie na łóżku ( bo Ediś to indywidualista jest

owszem można go poczochrać, pocałować i pomiziać, ale sam po pieszczoty nie przychodzi, nie mówiąc już o midusiowym słynnym lizaniu po rękach, nogach, czole itd..) mamo a może ja napiszę list do Mikołaja, żeby przyniósł Midusię? Albo jak już nie można, mamo bo wiesz czemu, to może o maluszka kotuszka?" I jak tu się nie rozpłakać?