<mrgreen>
Bajzelek dostał na tę okoliczność żabkę od Kituni <mrgreen> Ale Pańcia nie była zadowolona z tego prezentu, więc ją zabrała i wyniosła. Natomiast w sobotę (o ile dobrze pamiętam), Kitunia wparowała do domu z myszką w zębach <strach> Oczywiście była też forpoczta w postaci Puszka, wybiegł przed Kitnią z tarasu i pognał do sypialni ile sił w krótkich łapkach <mrgreen> Pewnie pod łóżko. Myszkę trudniej było złapać, ale Pańć dał radę, przy pomocy Kitki oczywiście

Pańć wyniósł ją, tak jak prosiłam, tylko mamrotał coś pod nosem, że potem po poddaszu będzie nam biegać <mrgreen>
To ciekawe, że tylko Kitka ściga ofiarę do upadłego, Bajzelek na początku jej towarzyszy, ale szybko się zniechęca, za to Puszek... Puszek to widać wrażliwa istotka

Przeraża go, kiedy się komuś krzywda dzieje.
A wracając do Bajzelka

Tak, to już dwa lata i niezmienne zachwycam się tym jak się rozwija i jakim jest wspaniałym kocurkiem <serce> Pisałam kiedyś, że z racjonalnego punktu widzenia, jako kocię nie był dobrym wyborem, mając dzisiejszą wiedzę, nie zdecydowałabym się na niego. I to byłby straszny błąd <mrgreen> Był najbardziej wycofany z całego miotu, do ludzi wcale się nie garnął, Pani Ewa, hodowczyni, wręcz odradzała mi go, proponując jednego z jego bardziej przebojowych braci. Ale ja się na szczęście uparłam. Trochę trwało, zanim nam zaufał, bywały okresy, kiedy mnie raptem tolerował, a przed TŻ wręcz uciekał (a na pewno nie miał powodu). Przełom nastąpił rok temu i od tego czasu niezmiennie i każdego dnia wzrusza mnie i zachwyca nowymi dowodami swojego przywiązania do nas <zakochana> To obecnie najbardziej miziasty kot z mojej trójki

Nie sprawia już wrażenia lękliwego, powiedziałabym, że jest zrównoważony.
Pewnie zgrzeszę zarozumiałością, ale wierzę, że to wszystko to nagroda za naszą miłość i cierpliwość.
Kocham mojego Bajzelka <serce>