Byłyśmy W TYM MOMENCIE u sąsiada na kawie, mój TŻ wrócił z pracy i powiedział że jedzie na działkę ( postawimy w TYM miejscu wiatrak i imieniem, już nawet TŻ zabiera się za magazynowanie materiałów niezbędnych do produkcji) Tusia chodziła ze mną na zastrzyki, tym łatwiej było nam powiedzieć jej że w szpitalu dla zwierząt jest i pan doktor próbuje ją wyleczyć ( bo to myśmy tak powiedzieli.. ) ale zaznaczałam od razu, że możliwe jest iż nie da się Midusi wyleczyć i wówczas pójdzie za TM. A to że Midusi się zastąpić nie da to ja wiem

Choć może dałoby się "zakleić" poniekąd tę pustkę? Edek jest kochany, nie mogę powiedziec że nie, mój robaczek cudowny, cierpliwy ogromnie.. Boli bardzo ten brak czterek dodatkowych kocich łapek. Wiem tylko, że nie damy rady kupić nowego maluszka.
A łysolek... Oj to inna para kaloszy, był u nas chwilkę, niesety odwieźliśmy go. Ale o tym nie chce mi się pisać, bo to też smutne...
