Wczoraj Lunka została pierwszy raz sama w domu, podczas gdy ja poszłam do pracy. Moja Babcia która wcześniej nas odwiedziła zaoferowała się że może przyjść do niej jak mnie nie będzie <lol> (wcześniej średnio podzielała mój zachwyt że będę miała kotka..). Ja wyszłam o godzinie 8 rano, a Babcia przyjechała przed 12. I tu mnie Lunka zszokowała <shock>
Gdy Babcia weszła do mieszkania, zajrzała gdzie jest koteczek, Lunka też zajrzała, zrbiła wielkie oczy i zwiała gdzie pieprz rośnie ! Schowała się za komodą w malutkim ciasnym kąciku i nie wychodziła przez dość długi czas.
Babcia do mnie zadzwoniła bo sama się zmartwiła i ja już w te pędy chciałam się zwalniać z pracy bo mój koteczek biedny siedzi przestraszony za komodą

Dziwne jest to o tyle że ktokolwiek przychodził, ona zachowywała się jakby nikogo nie było, nawet się przytulała do tych osób, była bardzo przyjazna i niczego się nie bała, a tu masz baba placek <shock>
Odczekałyśmy trochę i maluśka wyszła z zakomody, pokazała się, ale jak babcia się odezwała do niej to znowu zwiała. Potem powoli wychodziła, chowała się, znowu zaglądała i już się trochę uspokoiłam.
Gdy przyszłam do domu to już leżała na kanapie niedaleko Babci, wcześniej się bawiły itd, choć nie pozwalała sobie na specjalne pieszczoty.
Biednej Luneczki nie chciałam na pierwszy dzień zostawiać samej na te ok 8 godzin, a tu wyszło że jeszcze bardziej się przestraszyła.

Ale teraz juz jest ok, poznaje Babcię i akceptuje.
Wymiiałam ją, a potem zasnęła przytulona do mnie na kolankach moooocnym snem
Babcia w szoku że ode mnie nie ucieka, że sie przytula i że kot tak ludzi poznaje <rotfl>, a na koniec powiedziała - wiesz.. nawet polubiłam tą Twoją Lunkę <klaszcze>