Dziękuję
Właśnie siedzimy pod kroplówką u "naszego" weta, nie czas się obrażać i eksperymentować. W piątek napisałam mail do szefa kliniki, odpowiedział, że przeprasza, dziś rano jak zadzwoniłam już z auta, informując, że jadę i po co, usłyszałam, że tak, proszę przyjeżdżać, już włączam rtg.
Przed chwilą Bajzelkowi pobrano krew, robimy komplet badań, potem usg, żeby obejrzeć wątrobę i pewnie rtg, bo coraz bardziej podejrzewam zakłaczenie (chociaż wydawać by się mogło, że to nie sezon na kłaki). Po dłuższej przerwie wczoraj wieczorem znów wymiotował, tym razem był pilobezoar, chociaż nieduży.
Rano znów, tylko jedzenie. Weekendowa pani dr była do dyspozycji od świtu, niestety nie ma rtg (później sprawdzę, dałabym głowę, ze na stronie kliniki piszą, że mają).
Wahałam się jeszcze czy by nie jechać do drugiej kliniki w tym mieście, którą poleciła mi nasza forumowa Nataniela (dziękuję

) ale to nie moment na kolejny eksperyment w tej chwili emocjonalnie mnie na niego nie stać.
Poza tym "naszą" klinikę mam blisko pracy, więc dziś Bajzelek pojechał ze mną do biura, bo z rana musiałam tam być chociaż na chwilę.
Danusiu, ja też nie wiąże anemii Diunki z boreliozą, są inne choroby odkleszczowe, które mogą ją powodować, ale te pozostałe są negatywne. Poza babeszjozą, bo jak słusznie zauważyła Yolla, powoduje ją pierwotniak i taki test nie był robiony. Ta jednak ma bardzo gwałtowny przebieg, więc jest mniej prawdopodobna, Diunce dolega "tylko" ta anemia.
Trzymajcie proszę dalej kciuki
