Mam chyba najzdrowszego chorego kota na forum <shock> Bo malutkie kulki w kuwecie po dłuższym tam pobycie to jednak fakt, ale dzisiejsza wizyta nie potwierdza, żeby działo się coś strasznego...
Na usg czyściutko. Najbardziej zdziwiło mnie, że pęcherz malutki i słabo wypełniony <shock> Gdzie się podziało wszystko to, co Kitka wypiła, a czego z pewnością nie zostawiła w kuwecie?
W morfologii i biochemii kompletnie nic, wszystko w normie.
W moczu mniej idealnie, ale wg weta też nic niepokojącego, wolę więc wkleić.
Erytrocyty to efekt sposobu pozyskania próbki, bo przez powłoki brzuszne, potem jeszcze Wam o tym napiszę.
Leukocyty, niedużo, mogą świadczyć o lekkim stanie zapalnym. Może dopiero zaczęło się coś dziać? To już mój komentarz.
Ślad białka też nie niepokoi.
Wg weta (na zastępstwie, naszej Doktórki nie ma jeszcze przez tydzień, ale ten wet też nas zna), Kitka to okaz zdrowia.
Dostała Onsior na 3 dni (przeciwzapalnie), mam też podtrzymać profilaktykę i obserwować. Profilaktyka to Uridonol + 2x po 1/4 tabletki Uroval Manosa.
Chciałam od razu zrobić posiew, ale pobrana próbka była za mała

Wet mówił, że nie ma sensu teraz, że nic nie wyjdzie, żeby obserwować, a jeśli nic się nie zmieni wtedy posiew... Niech mu będzie.
W oczekiwaniu na wyniki Kitunia dostała kroplówkę, wszystko wysiusiała zanim jeszcze dojechałyśmy do domu <shock>
A w domu Bajzelek na moich oczach wyprodukował drugą dziś kulkę <mrgreen> Piękną!
Trochę boję się cieszyć... Ale jest nadzieja :-)
Kitka już wcześniej miała pobierany mocz przez powłoki brzuszne, półtora roku temu, kiedy miała infekcję.
Wtedy nie widziałam i widzieć nie chciałam, uwierzyłam na słowo naszej Dr, że to nic strasznego i że tak trzeba.
Że tak trzeba, to się nie zmieniło w tej klinice, Kinus coś o tym wie <mrgreen>
Zmieniło się to, że ja jestem odważniejsza i bardziej żądna wiedzy <mrgreen> Byłam więc przy tym i to ja trzymałam Kitunię. Nawet nie zauważyłam kiedy było już po, Kitunia ani nie drgnęła, ani nie spięła się, ani nie pisnęła, co często zdarza się przy zastrzykach. Wydaje mi się, że nie może to być szczególnie nieprzyjemne ani tym bardziej bolesne, pobieranie krwi zniosła gorzej. W każdym razie gdyby to mnie chciano pobrać mocz w ten sposób, nie opierałabym się i specjalnie nie bała.
Ale bez wątpienia wymaga to dobrej ręki (nie wspominając o USG) i możliwe, że nie każdy wet potrafi lub chce się podjąć.
W ogóle moja panienka była dziś jak <aniołek> i nie sprawiała żadnych problemów (trochę podczas kroplówki, bo nie mogła spokojnie wysiedzieć i chciała sobie pochodzić).
To teraz potrzymajcie jeszcze trochę kciuki, żeby utrzymała się bajzelkowa tendencja produkcji kulek, a kulki kituniowe były duże <ok> <ok> <ok>