Ciotce Yamaszce to się chyba nudzi <lol>
Za to nam wcale nie!
Same przygody się u nas dzieją, same! Normalnie ciociu nie uwierzysz <shock>
Opowiem Ci ciociu bajeczkę... o czarnoksiemskiem kocyku

No więc to było tak. Dawno, dawno i w ogóle niedawno był sobie czarnoksiemskiem kocyk.
W pradawnych czasach, kiedy na obecnym terenie nie było jeszcze żadnego komanda - jak podaje Pańcia to gdzieś w okolicach 2010r. - kocyk ten sytmylował, stymulował eee... spamował? Hmm aa wiem! udawał tygrysa żeby zmylić wroga. Na pierwszy rzut oka to tylko zwykły kocyk.
Ale gdyby przyjrzeć się bliżej....
... to wnikliwy obserwator dostrzeże, że czarnoksiemskiem kocyk nie jest zwykły. O nie! Zawiera on w sobie czającego się drapieżcę... szerszowca Morusa! 8-)
Przyjrzyjmy się mu bliżej:
Niedoświadczonego obserwatora mogłyby zmylić oczkowe kreski i pomyślałby sobie: łaciaty chińczyk! Ale nic bardziej mylnego

Zakamuflowane w czerności imitetującej nicość uszy pełnią nieustannie funkcję wszystko-detektujących radarów. Kreseczki będące tak naprawdę utajnionymi oczkami za pomocą niewidzialnych rzęsek inwigilują najbliższą okolicę w promieniu czterech metrów. A wąska łopata zakończona różową plamą to obudowany w białe futro nochal, który wyczuje każdą zmianę w cząsteczkach wonnych w promieniu 100 metrów!
A oto zbliżenie na całe to misteryryjum w przekroju poprzeczno - oddolnym:
Z tej perspektywy widać wyraźnie ruchomy peryskop taktylny zwany inaczej łapą odbierającą dotyk.
A na zdjęciu poniżej jeszcze raz możecie przyjrzeć się (jedyna taka okazja! tylko w tym wątku!) otworkom węszącym w różowym wdzianku wonno-odbiorczym:
I oto nadszedł koniec bajki o czarnoksiemskiem kocyku! Proszę się teraz zając swoimi sprawami i nie nagabywać tu naszej jednostki taktyczno-operacyjnej gdyż jak widać jestem właśnie bardzo, bardzo zajęty!
To byłem ja, uwielbiany przez Was, Pufkownikiel Antonio.