Strona 259 z 1986

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 17:46
autor: yamaha
<lol> Asiu !
Jedne kotki point tak mocno o to, ze sa RUSKAMI poddejrzewalam, ze az hodowce zapytalam.
Okazaly sie jednak "szczuplutkimi swietymi kotkami birmanskimi", a nie ruskami. Birmanczykow zreszta tez bylo sporo, a kociakow do kupienia full (dobrze ze tesciowie nie byli z nami, bo juz NA PEWNO z kociakiem by wyszli <lol> )
A wiec jedyne co z RUSKICH na wystawie bylo, to jedna Pani Sedzina <lol> .

Aha, i jeszcze, jak na Francji przystalo, bylo tez sporo KARTUSKICH.

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 17:50
autor: asiak
[quote
A wiec jedyne co z RUSKICH na wystawie bylo, to jedna Pani Sedzina <lol> .

[/quote]
<lol>

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 17:53
autor: yamaha
No to czas na fotki. Z gory przepraszam za jakosc, ale jako ze bez aparatu (robione telefonem), to wiadomo...
Main Coonow i Norweskich nie focilam, bo po pierwsze nie przepadam za tymi rasami a po drugie bylo ich naprawde zdecydowanie za duzo :-|

Najpierw bylo bardzo wlochato <zakochana> :
Obrazek


Potem troche mniej wlochato, ale za to przeslicznie <zakochana> :
Obrazek


Potem zrobilo sie DUZO mniej wlochato :
Obrazek


A na koniec byly i straszydla <przestraszony> (dorzucilam jednego kudlacza, dla zlagodzenia tego zdjecia <rotfl> ) :
Obrazek


Tak probowalismy uchwycic Herculesa, nici z focenia, ale kicia byla naprawde PRZECUDNA (na pierwszej fotce ze starszym bratem, krotkowlosym rudaskiem - takiego ciapy to chyba ze swieczka szukac <lol> ) :
Obrazek

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 18:30
autor: Bartolka
Mały persik rzeczywiście był ruchliwy <lol>
Tak sobie myślałam o apetycie Missy i jeśli ona tak od rana hasa po ogrodzie, to po takim fitnessie w plenerze ma na pewno większe zapotrzebowanie na kalorie niż spacerujące od rozety drapaka do kanapy koty w mieszkaniu.
Chyba możesz jej zwiększyć porcje. Albo moim sposobem 5 misek stoi pełnych i prędzej by pękły jakby to wciągnęły. I jednocześnie wiedzą, że jedzenia pod dostatkiem mają cały czas.
Missy ma swobodne dojście do domu czy wpuszczasz ją na jej sygnał za szybą? Pytam, bo może będąc na świeżym powietrzu chętnie by chrupnęła coś z miseczki :-)
No i powtórzę się - jest piękna <zakochana> Zaszalałabyś z nią na wystawie kotów :-)

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 19:18
autor: Agnes
ale miałaś fajny dzionek :-) włochacze cudne! persika to ja tam prawie nie widze :-> ale i maszkary fantastyczne :-) głaskałaś? <mrgreen> szkoda, że nie wystawiliście Panny Missy <oops>

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 19:22
autor: yamaha
Niestety, na poproszenie o dotkniecie tych maszkar sie nie osmielilam... <oops>
Ludzi kupa, na polowie klatek napisy "nie dotykac", sporo hodowcow/wlasicicieli malo "rozmownych", a nawet naburmuszonych (moze dlatego, ze kotow duzo, wiec i konkurencja spora).
Persy, ktore jeszcze nie tak dawno uwazalam za szkaradne, wprost mnie zauroczyly.... <zakochana>

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 19:30
autor: Julcik
Sfinksy są w dotyku niesamowite :)
A zdjęcia fajne :) Muszę się zastanowić kiedy my się z Avarem wybierzemy wystawić <gwizdze>

W PL też jest dużo nie dotykać. To co przychodzi ludziom DOROSŁYM do głowy to normalnie strach <przestraszony>
Dźganie w wystraszonego kota, szturchanie klatkami itp.
A jak kot prychnie to wielka afera...

Ja tam lubię rozmawiać na wystawach :) Ale czasem męczące jest odpowiadanie po raz 79653 na to samo pytanie. Np. 'Jaka to rasa' mimo,że jest napisane na numerze klatki :) Ale, nie ogólnie wystawy są fajne. Chociaż ja je znam tylko od tej wystawiającej strony :)

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 19:31
autor: yamaha
Bartolka pisze:Tak sobie myślałam o apetycie Missy i jeśli ona tak od rana hasa po ogrodzie, to po takim fitnessie w plenerze ma na pewno większe zapotrzebowanie na kalorie niż spacerujące od rozety drapaka do kanapy koty w mieszkaniu.
Chyba możesz jej zwiększyć porcje. Albo moim sposobem 5 misek stoi pełnych i prędzej by pękły jakby to wciągnęły. I jednocześnie wiedzą, że jedzenia pod dostatkiem mają cały czas.
Missy ma swobodne dojście do domu czy wpuszczasz ją na jej sygnał za szybą? Pytam, bo może będąc na świeżym powietrzu chętnie by chrupnęła coś z miseczki :-)
No i powtórzę się - jest piękna <zakochana> Zaszalałabyś z nią na wystawie kotów :-)
<oops> dziekujemy Bartolko !
Ah, z chrupkami to ja Ci powiem tak roznie bywa... czasem sie "dyscyplinuje" i wymierzam, w wiekszosci sypie 3 lyzeczki British'a i 1 TOTW 2 razy dziennie.... (Missy wyjada najpierw British'a, a potem, jak w miseczce juz tylko TOTW to miaukoli straszliwie <lol>). Malo jestesm konsekwenta w tym wymierzaniu... moze wlasnie dlatego, ze jak ja widze jak lata po ogrodzie, to sobie mysle, ze kalorie spala...

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 19:37
autor: zuzuzanta
ja Ci się wcale nie dziwię Yamaszko, że tych bezfutrowych nie głaskałaś, ja też nie przepadam za tą rasą.

Re: Jak sie gdzies przychodzi, to trzeba powiedziec DZIEN DO

: 24 lis 2012, 19:41
autor: yamaha
Julcik pisze:Sfinksy są w dotyku niesamowite :)
A zdjęcia fajne :) Muszę się zastanowić kiedy my się z Avarem wybierzemy wystawić <gwizdze>

W PL też jest dużo nie dotykać. To co przychodzi ludziom DOROSŁYM do głowy to normalnie strach <przestraszony>
Dźganie w wystraszonego kota, szturchanie klatkami itp.
A jak kot prychnie to wielka afera...

Ja tam lubię rozmawiać na wystawach :) Ale czasem męczące jest odpowiadanie po raz 79653 na to samo pytanie. Np. 'Jaka to rasa' mimo,że jest napisane na numerze klatki :) Ale, nie ogólnie wystawy są fajne. Chociaż ja je znam tylko od tej wystawiającej strony :)
Bardzo chcialam poprosic, czy moge poglaskac jakiegos potworka, nawet devonkiem bym sie zadowolila, ale sie nie dalo <sad> . Kupa ludzi, kupa kotow, co rusz to przypomnienie w glosnikach ze "ostatnie upomnienie dla klatki numer 68 w Main Coon'ach"... mysle, ze bylo sporo stresu dla wystawiajacych i przez to malo czasu dla zwiedzajacych. Czesc kotow wystraszonych na maxa, az mi bylo zal bidulkow zwinietych w klebek w kaciku klatki <sad>. Ale oczywiscie nie wszyscy tacy : bardzo mila Pani od tych "chudych" brytyjczykow, jedna super hodowczyni scottishow (tych "bez uszu", nie wiem jak sie po polsku nazywa, sliczne kocinki <zakochana> ) no i ten "dziadzio" od Persow... po prostu "wymarzony hodowca". ;-)) Natomiast, co jest troszke "denerwujace" : u nas na klatkach absolutnie nie jest napisane jaka to rasa.... jest tylko numer, o reszte trzeba dopytac.....