Strona 4 z 352

: 01 maja 2011, 21:22
autor: manita
wykładańce-rozciągańce super

: 01 maja 2011, 21:54
autor: Enigma87
Urocze kociaki :kotek: :kotek:

: 01 maja 2011, 22:11
autor: asiek
Dobrze ,że Carlosek zdrowy. :kotek: Maluchy cudowne ,a wyciągnięte wyglądają na bardzo długie koooty <lol>

: 02 maja 2011, 09:32
autor: Sonia
Cudne płaszczki powyciągane <mrgreen>

: 02 maja 2011, 09:36
autor: maga
Słodyczne żabki :)

: 02 maja 2011, 12:47
autor: damianos
Cudeńka ! ;D

: 02 maja 2011, 19:25
autor: Dracanka
śliczne obydwa <zakochana>
Choć ja stawiam na pointa ;-)) <zakochana>

: 03 maja 2011, 10:52
autor: AgnieszkaP
Bardzo dziękujemy za wszystkie miłe słowa :kiss:
Kociaki zaczęły spać tak powyciągane dopiero gdzieś od tygodnia <zakochana> Uwielbiam im się przyglądać jak śpią, jak się bawią, jak jedzą. Oczywiście wszystkie te czynności wykonują jednocześnie. Praktycznie się nie zdarza, że jedno śpi, a drugie w tym czasie się bawi. Uwielbiają razem się bawić, zwłaszcza gonić piłkę. Odkryciem okazały się u nas piłeczki z filcu (sąsiadka robi z nich korale <lol> ), bo są lekkie i łatwo można je przenosić albo gdzieś schować. Belli wystarczy pomachać palcem przed oczami i już jest gotowa do zabawy, Carlos z kolei to odkrywca-tropiciel - uwielbia, gdy mu się schowa jakąś zabawkę (najlepiej pod narzutę albo dywan).
Wzięcie dwóch kociaków z hodowli okazało się strzałem w dziesiątkę :-)

: 17 maja 2011, 00:26
autor: Elwira
AgnieszkaP pisze: Kociaki zaczęły spać tak powyciągane dopiero gdzieś od tygodnia <zakochana> Uwielbiam im się przyglądać jak śpią, jak się bawią, jak jedzą.
Pewnie masz tak gorąco w domku, że się tak wietrzą rozciągając się na maxa ;) :). Taki żart ;).
Są przesłodkie :). :kotek: :kotek:
Ps: Ja też mam rodzeństwo (ale zwykłę kociaki) jak je dawałam obie do sterylizacji, to weterynarz się śmiał, żę jedna bez drugiej żyć nie mogła, dopiero się uspokoiły jak umieścili je w jednej klatce ;).

: 30 maja 2011, 15:05
autor: AgnieszkaP
Muszę napisać ku przestrodze, ale też po trochu, żeby z siebie wyrzucić, co mi się dzisiaj przytrafiło :-( Pracowałam w jednym z pokoi (pracuję w domu), gdy nagle usłyszałam przeraźliwe, ale przytłumione miauczenie. Wybiegłam do przedpokoju, po którym kręciła się Bella, ale nigdzie nie było widać Carlosa. I po chwili znowu słyszę miauczenie. Odsunęłam odruchowo stojącą w przedpokoju komodę, nic, zajrzałam pod spód, nic... I znowu słyszę "miau". I po chwili już wiem, co się stało <shock> Kupiliśmy wczoraj z mężem wykładzinę, która była nawinięta na grubą, twardą 4-metrową tekturową rurę, w dodatku jakoś tak nierówno nawinięta, że nie było widać otworów. Zostawiliśmy to tak i do głowy mi nie przyszło, że któryś z kotów spróbuje wejść do środka. Zawsze!!! zanim wyjdę z domu, wyciągam wtyczki z kontaktów, blokuję płytę elektryczną, sprawdzam okna, chowam wszystkie zabawki ze sznurkiem, żeby kot w zabawie krzywdy sobie nie zrobił itd. Według niektórych nawet trochę przesadzam. Byłam przekonana, że nic mnie nie zaskoczy!!! A tu.....
Włożyłam rękę do środka tuby i wyczułam gdzieś daleko wyciągnięte nogi Carlosa. Gdy spróbowałam delikatnie pociągnąć, przeraźliwie miauknął. Pobiegłam po nożyce, rozcięłam taśmy na wykładzinie i zaczęłam ją odkręcać, a było tego trochę. Dostałam się w końcu do rury, tylko co teraz. (Nie wiem dlaczego miałam nadzieję, że jak rozwinę wykładzinę, to w środku znajdę kota...) Postawiłam rurę pionowo w nadziei, że kot się jakoś wyślizgnie, ale nic. Zaczęłam ją energicznie unosić i opuszczać, ale nic, a kot miauczy. Płożyłam rurę, zajrzałam do środka, Carlos chyba wcale się nie przesunął, a gdy zajrzałam z drugiej strony, patrzyły na mnie z oddali wielkie przerażone oczy ;-( Pobiegłam po piłę <strach> Ale, w którym miejscu ciąć, żeby kota nie skaleczyć???? A on wciąż miauczy. Boże, pomyślałam, zaraz się udusi. Złapałam za telefon i zadzwoniłam na straż pożarną. Poinstruowano mnie, żebym wzięła kij od szczotki i włożyła go od strony, gdzie do kota jest dalej, i żebym go delikatnie trącała tym kijem, to powinno pomóc. I tak zrobiłam. Delikatnie trącałam Carloska tym kijem. Po jakiejś chwili sprawdziłam, że chyba jest trochę bliżej wyjścia. Potem powtórzyłam to jeszcze dwukrotnie, a gdy cały kij od szczotki już wchodził, a Carlos był ok. 30 cm od wyjścia, chwyciłam rurę pionowo, chyba dwa razy zdecydowanie podniosłam i opuściłam, i.........wypadł. Boże jaki on był biedny. Sapał, trząsł się, patrzył na mnie wielkimi oczami, a po chwili, gdy zaczęłam go głaskać, po prostu wkleił się w moje ręce. Przyniosłam mu wodę i zaczęłam obserwować, czy nic się nie stało. Teraz już mogę napisać, że Carlosek jest cały i zdrowy, ale co on i ja przeżyliśmy :zalamka:
Kot ważący 3,3 kg wszedł w rurkę o średnicy 10 cm... Całe szczęście, że byłam w domu.
Czy coś mnie jeszcze zaskoczy??? Oby nie!!!