Muszę napisać ku przestrodze, ale też po trochu, żeby z siebie wyrzucić, co mi się dzisiaj przytrafiło

Pracowałam w jednym z pokoi (pracuję w domu), gdy nagle usłyszałam przeraźliwe, ale przytłumione miauczenie. Wybiegłam do przedpokoju, po którym kręciła się Bella, ale nigdzie nie było widać Carlosa. I po chwili znowu słyszę miauczenie. Odsunęłam odruchowo stojącą w przedpokoju komodę, nic, zajrzałam pod spód, nic... I znowu słyszę "miau". I po chwili już wiem, co się stało <shock> Kupiliśmy wczoraj z mężem wykładzinę, która była nawinięta na grubą, twardą 4-metrową tekturową rurę, w dodatku jakoś tak nierówno nawinięta, że nie było widać otworów. Zostawiliśmy to tak i do głowy mi nie przyszło, że któryś z kotów spróbuje wejść do środka. Zawsze!!! zanim wyjdę z domu, wyciągam wtyczki z kontaktów, blokuję płytę elektryczną, sprawdzam okna, chowam wszystkie zabawki ze sznurkiem, żeby kot w zabawie krzywdy sobie nie zrobił itd. Według niektórych nawet trochę przesadzam. Byłam przekonana, że nic mnie nie zaskoczy!!! A tu.....
Włożyłam rękę do środka tuby i wyczułam gdzieś daleko wyciągnięte nogi Carlosa. Gdy spróbowałam delikatnie pociągnąć, przeraźliwie miauknął. Pobiegłam po nożyce, rozcięłam taśmy na wykładzinie i zaczęłam ją odkręcać, a było tego trochę. Dostałam się w końcu do rury, tylko co teraz. (Nie wiem dlaczego miałam nadzieję, że jak rozwinę wykładzinę, to w środku znajdę kota...) Postawiłam rurę pionowo w nadziei, że kot się jakoś wyślizgnie, ale nic. Zaczęłam ją energicznie unosić i opuszczać, ale nic, a kot miauczy. Płożyłam rurę, zajrzałam do środka, Carlos chyba wcale się nie przesunął, a gdy zajrzałam z drugiej strony, patrzyły na mnie z oddali wielkie przerażone oczy

Pobiegłam po piłę <strach> Ale, w którym miejscu ciąć, żeby kota nie skaleczyć???? A on wciąż miauczy. Boże, pomyślałam, zaraz się udusi. Złapałam za telefon i zadzwoniłam na straż pożarną. Poinstruowano mnie, żebym wzięła kij od szczotki i włożyła go od strony, gdzie do kota jest dalej, i żebym go delikatnie trącała tym kijem, to powinno pomóc. I tak zrobiłam. Delikatnie trącałam Carloska tym kijem. Po jakiejś chwili sprawdziłam, że chyba jest trochę bliżej wyjścia. Potem powtórzyłam to jeszcze dwukrotnie, a gdy cały kij od szczotki już wchodził, a Carlos był ok. 30 cm od wyjścia, chwyciłam rurę pionowo, chyba dwa razy zdecydowanie podniosłam i opuściłam, i.........wypadł. Boże jaki on był biedny. Sapał, trząsł się, patrzył na mnie wielkimi oczami, a po chwili, gdy zaczęłam go głaskać, po prostu wkleił się w moje ręce. Przyniosłam mu wodę i zaczęłam obserwować, czy nic się nie stało. Teraz już mogę napisać, że Carlosek jest cały i zdrowy, ale co on i ja przeżyliśmy
Kot ważący 3,3 kg wszedł w rurkę o średnicy 10 cm... Całe szczęście, że byłam w domu.
Czy coś mnie jeszcze zaskoczy??? Oby nie!!!