ozon pisze: Wszyscy jesteście tacy mili, że aż mi jest głupio, bo było kilka takich strasznych godzin, kiedy gotowa byłam oddać Tajgę nawet na byle jakie wiejskie podwórko, byle jej tam jeść dawali...
Niech Ci nie będzie głupio! Ja na koty byłam absolutnie zdecydowana i były planowane, a i tak zanim przybyły do domu, podchodziłam do tematu jak pies do jeża, miałam naprawdę mnóstwo obaw czy ja się z nimi polubię <mrgreen> Bo nigdy wcześniej nie miałam kotów, chociaż o brytku marzyłam od wielu lat (pewnie dlatego, że kilkanaście lat temu przeczytałam, że są naziemne i mają trochę psi charakter <lol> )
Podbicie mojego serca zajęło moim kotom okamgnienie, zresztą Kitunia to była miłość od pierwszego wejrzenia, zakochałam się w niej w chwili kiedy zobaczyłam ją na podwórku znajomych :-)
No ja akurat z tych, którym zupełnie nie przeszkadzają poranne (czy nawet nocne) pobudki, wręcz przeciwnie, zresztą to głównie z powodu kotów przestawiłam swój dzień i teraz wstaję o 5:30 czyli równo z kotami (i jeżdżę do pracy na 7

Wcześniej jeździłam na 9).