A oto relacja z mojego powrotu do domu. Od początku wiedziałam, że łatwo nie będzie.
Początkowo Tosiek udawał, że mnie nie widzi. Był jednak bardzo zły - uszy po sobie, klepanie ogonem i szaleństwa z góry na dół, z firanek na stół, ze stołu na fotele, z foteli znów na zasłonki. Po czym kładł się pod firanką i w ogóle "nie zwracał na Pańcię uwagi"
Potem Tosisław ukradł mi kopertę ze stołu i zabrał ją ze sobą pod firankę, w którą długo i namiętnie się zaplątywał upewniając się czy wszystko widzę
Po chwili postanowił dać większy wyraz swojej złości, wyskoczył spod firanki jak oparzony, wskoczył mi na kolana, no i wczepił się zębami i pazurami w moją rękę, która obecnie wygląda tak:
A na koniec najzwyczajniej się obraził. Schował się pod oknem wystawiając tylko ogon:
Rano nawet nie przyszedł się przytulić

Wprawdzie łaził dookoła mojej głowy i mruczał, ale nie daje się głaskać ani przytulać. Czasem biega za myszką, ale ciągle daje mi do zrozumienia, że zostawiając go na tydzień z TŻtem po prostu przesadziłam.
Niech mnie ktoś przytuuuliiiiiii