Po tej wizycie głowę mam kwadratową, ale przyznam, że w końcu wszystko poskładało mi się do kupy i nie mam tylu wątpliwości co do tej pory.
Pani Doktor uważa, że kryształy szczawianów wapnia to nie powód problemu tylko skutek i póki co nie należy się nimi przejmować, bo wg niej wypłuczą się, jak tylko Puszek zacznie normalnie siusiać. Są efektem zatrzymania moczu. Uważa, że dotychczasowe badania wykluczyły typowe choroby układu moczowego, więc wg niej to FIC (czyli SUK?). Dużo by pisać, muszę to wszystko przetrawić i doedukować się. Ale tak podejrzewałam, że coś jest nie tak, skoro mocz był czysty pod względem bakteriologicznym, na usg wszystko wyglądało prawidłowo (i kamieni brak) a mino to Puszek nie mógł normalnie siusiać
Tak więc źródłem problemu jest szeroko pojęty stres.
Teraz trzeba jak najszybciej doprowadzić do normalnego siusiania, a potem zastanawiać się jak uczynić jego życie mniej stresującym.
Kontynuujemy antybiotyk i włączamy amitriptylinę, czyli antydepresant...
Nie wiem co mogło go ostatnio stresować

Może budowa, która niedawno rozpoczęła się niedaleko, której nie widać, bo jest za krzakami, ale na pewno słychać? Może w okolicy kręci się jakiś nowy kot? Niedawno widziałam pod moimi drzwiami pięknego rudzielca, którego wcześniej tu nie widywałam.
Nie wiem

Może nagle dotarło do niego i przejął się tym, że Kitunia go nie lubi? Nie odpowiadają mu nowe roślinki w ogrodzie?
Bo w domu od wielu miesięcy, w zasadzie nawet roku, nic się nie zmienia, nie odwiedza nas nikt nowy, dzieciaków Siostry też nie było w okresie, kiedy problem się zaczął... Zresztą rzadko tu bywają.
Ale zaraz! Coś sobie przypomniałam... Jakieś 2-3 tygodnie temu, musiałabym sprawdzić, nie mogłam wrócić do domu zaraz po pracy, więc poprosiłam mojego Tatę, żeby przyjechał wyprowadzić i nakarmić Diunkę. Tata zabrał ze sobą wnuczkę, moją Siostrzenicę.
Byli tu dłużej, ale w ogrodzie, w domu tyle tylko, żeby otworzyć kotom taras. Potem Tata opowiadał, że Puszek wcale nie wyszedł na taras i zanim opuścili dom, długo go szukali i Siostrzenica znalazła go pod łóżkiem w sypialni. Nie byłam zadowolona, ale nic nie powiedziałam. Dzieci mają zakaz wchodzenia do sypialni, bo wiedzą, że to azyl kotów i tam nie wolno ich niepokoić. Nigdy wcześniej tam nie wchodziły, ale trudno było oczekiwać, że dziadek będzie nurkował pod łóżkiem w poszukiwaniu kota... Może to tak zdenerwowało Puszka? No może
Tymczasem nie mam pewności, że ten lek faktycznie pomoże, chociaż Pani Dr taką pewność deklarowała, trzeba tylko jeszcze chwilkę poczekać.
Dziewczyny, trzymajcie kciuki za mojego misia

Za mnie troszkę też, bo martwię się okrutnie
