Jeszcze będzie jak porobię

Chciałam napisać też jak u mnie to dokocenie wyglądało...
Chłopaka przywiozłam postawiłam przewozówkę i dałam wszystkim wolną rękę. Zoyka buntowniczka oczywiście osykała młodego, natomiast Bronio, którego często nazywałam neandertalczykiem zareagował totalnie dla mnie zaskakująco, wycofał się, ani jednego syku, ani jednej akcji agresji -nic, schodził młodemu z drogi...dopiero teraz zorientowałam się jaki z niego ukryty typ wrażliwca...to jemu podczas tego dokocenia muszę poświęcać czas, aby się nie obraził, nie poczuł odrzucony...młody natomiast jest kotem totalnie miłym, łagodnym o cudownie przylepiastym charakterze, a do tego wszystkiego w ogóle się nie obraża. Jedyne, co to lutuje mnie łapkami przy czesaniu jajek - ale to raczej normalne <diabeł>
Generalnie po tygodniu czasu zaczyna być miło i fajnie, Bronio już się ośmiela podchodzi do Cogito, Zoyka już prawie nie syczy.
Bardzo się bałam , aby Zoyka z Broniem nie stworzyli wspólnego frontu przeciwko intruzowi, ale okazuje się że nawet jak ona syka to Bronek patrzy jak zawsze;" czego ta szalona kobita znowu chce"

Widzę, że Broniu chce się przytulać do niego, chce z nim być, ale jakaś niewidzialna siła na razie mu na to nie pozwala.
W spokoju zostawiam ich samych na cały dzień - jest po prostu dobrze

i mam nadzieję, że będzie coraz lepiej
