

Ufff w końcu i nareszcie, jestem szczęśliwa ale i miałam ciężkie chwile za sobą, to moje pierwsze dokocenie. Brendon vel Bronek jest bardzo kochanym chłopczykiem, całą drogę z Bratysławy spał, jakies 7 godzini 40 minut upłynęło bez żadnego szwanku, nie sikał, nie miał choroby lokomocyjnej, po prostu cud chłopak. W domu natomiast czekały mnie pierwsze trudności.Otóż moja Zoyka rezydentka domu, zareagowała strsznie, ja po prostu nie znałam swojego kota!!! Warczała, syczała z taką pasją, ze chciałam usiąść i płakać, wnocy były odizolowane, na drugi dzień natomiast Bronek wydostał sie sam i z przerażeniem zaobczyłam ze kot biega mi po domu i tak postanowiłam już zostawić, jeszcze wciąż syczą na siebie, mały też nie daje sobie w kaszę dmuchać, ale jest juz dobrze, zostawiam ich nawet samych i nie ma krwi na ścianach jak wracam. Mimo jej ostrej reakcji widzę że już mimo wszystko jest za nim, jak go traci z oczu to zaraz idzie za nim krok w krok. Będzie dobrze. Acha chłopak był tak kochany w swoim domku i tak dopieszczany, ze otrzymałam fantastycznego kota, dla którego spanie w pościeli ze mną to norma - o takim właśnie marzyłam















