Re: Jeszcze niecale 5 tygodni... Witamy sie :)
: 24 lis 2012, 20:14
Juz jestesmy :-)
Przedstawiam Wam - to Casi <mrgreen> Imie z hodowli to Casanova, zostajemy przy nim, ale bedziemy skrotu uzywac :-)
Zdjecie jest sredniej jakosci, nie oddaje do konca koloru, jutro zrobie lepsze.

Droga 2-godzinna minela nam w miare. Casi marudzil i plakal troszeczke, ale nie bylo to jakos meczace.
Gdy weszlismy do domu i otworzylismy transporter, Casi ciekawie wyszedl na zewnatrz i zaczal zwiedzac. Brownie podszedl do niego i w pierwszym momenciu skulil sie, wygladal na mocno wystraszonego.
Za to Casi nic sie tym nie przejal i zwiedzal dalej. Wiec Brownis zaczal za nim chodzi krok w krok i go wachac. Trwalo to jakies 10 minut.
Ja juz bylam zadowolona, ze Brownie tak super sie zachowal, a on wtedy zaczal sie na Casiego rzucac... Niby nie tak mocno na poczatku, wygladalo to jak zabawa. Tym bardziej, ze Casi do niego ciagle wracal.
Ale potem Brownis zaczal mu na szyje skakac i go podgryzac. Tak mocno, ze Casi zapiszczal.
Powtorzylo sie to kilka razy, wiec ich rodzielilismy. Casi w sypialni, a Brownis w salonie.
W miedzyczasie Casi pieknie zjadl i poszedl do kuwetki, Brownis tak samo i poszedl spac.
A Casi zaczal sie miziac... Bylam i jestem W SZOKU!!! <wow>
W zyciu nie przypuszczalam, ze kotus moze byc taki przytulasny. Pani z hodowli nam powiedziala, ze jeszcze nie miala tak przytulasnego kociaka, ale pomyslalam, ze pewnie bedzie sie normalnie przytulal, a on nie odchodzi od czlowieka.
Lezy na kolanach, albo przy boku, albo na piersi... Ciagle wtulony i ciagle na pelnym traktorze <zakochana>
Po jakims czasie przynioslam Brownisia do sypialni, zaczelismy sie z nimi bawic, miziac je na przemian, ale fajnie bylo tylko kilka minut, bo Brownis znowu zaczal Casiego w szyje atakowac <sad>
Wiec ja znowu siedze w salonie z Brownisiem, TZ z Casim w sypialni. I spac tez bedziemy dzisiaj oddzielnie.
Wiem, trzeba cierpliwosci, wszystko czytalam, bylam przygotowana, ale jednak byc w takiej sytuacji samemu jest ciezko.
Myslalam, ze Brownis bedzie sie lepiej zachowywac i latwiej pojdzie wspolna akceptacja. No nic, musze poczekac...
Ale Casiego juz uwiebiam ogrooomnie <serce>
Przedstawiam Wam - to Casi <mrgreen> Imie z hodowli to Casanova, zostajemy przy nim, ale bedziemy skrotu uzywac :-)
Zdjecie jest sredniej jakosci, nie oddaje do konca koloru, jutro zrobie lepsze.

Droga 2-godzinna minela nam w miare. Casi marudzil i plakal troszeczke, ale nie bylo to jakos meczace.
Gdy weszlismy do domu i otworzylismy transporter, Casi ciekawie wyszedl na zewnatrz i zaczal zwiedzac. Brownie podszedl do niego i w pierwszym momenciu skulil sie, wygladal na mocno wystraszonego.
Za to Casi nic sie tym nie przejal i zwiedzal dalej. Wiec Brownis zaczal za nim chodzi krok w krok i go wachac. Trwalo to jakies 10 minut.
Ja juz bylam zadowolona, ze Brownie tak super sie zachowal, a on wtedy zaczal sie na Casiego rzucac... Niby nie tak mocno na poczatku, wygladalo to jak zabawa. Tym bardziej, ze Casi do niego ciagle wracal.
Ale potem Brownis zaczal mu na szyje skakac i go podgryzac. Tak mocno, ze Casi zapiszczal.
Powtorzylo sie to kilka razy, wiec ich rodzielilismy. Casi w sypialni, a Brownis w salonie.
W miedzyczasie Casi pieknie zjadl i poszedl do kuwetki, Brownis tak samo i poszedl spac.
A Casi zaczal sie miziac... Bylam i jestem W SZOKU!!! <wow>
W zyciu nie przypuszczalam, ze kotus moze byc taki przytulasny. Pani z hodowli nam powiedziala, ze jeszcze nie miala tak przytulasnego kociaka, ale pomyslalam, ze pewnie bedzie sie normalnie przytulal, a on nie odchodzi od czlowieka.
Lezy na kolanach, albo przy boku, albo na piersi... Ciagle wtulony i ciagle na pelnym traktorze <zakochana>
Po jakims czasie przynioslam Brownisia do sypialni, zaczelismy sie z nimi bawic, miziac je na przemian, ale fajnie bylo tylko kilka minut, bo Brownis znowu zaczal Casiego w szyje atakowac <sad>
Wiec ja znowu siedze w salonie z Brownisiem, TZ z Casim w sypialni. I spac tez bedziemy dzisiaj oddzielnie.
Wiem, trzeba cierpliwosci, wszystko czytalam, bylam przygotowana, ale jednak byc w takiej sytuacji samemu jest ciezko.
Myslalam, ze Brownis bedzie sie lepiej zachowywac i latwiej pojdzie wspolna akceptacja. No nic, musze poczekac...
Ale Casiego juz uwiebiam ogrooomnie <serce>