: 11 kwie 2012, 18:29
<lol> Hehe. No to może powiem kilka słów o pięknej sąsiadce...
Sąsiadka, potocznie zwana Lilką, tak naprawdę nazywa się Rita Złoty Sen*PL i jest przedstawicielką rasy Maine Coon w kolorze niebieski szylkret (ale jestem mądra, nie?).
Lilka (Rita Złoty Sen - przyp. red.) jest półtoraroczną, wysterylizowaną kotką naszych sąsiadów mieszkających vis a vis. W ogóle w naszym maleńkim bloczku mamy całkiem nieźle rozbudowaną kocią infranstrukturę, gdyż piętro niżej mieszka Tigi - przedstawiciel rasy syberyjskiej, rudy jak płomienne zorza, że pozwolę sobie na takie poetyckie porównanie.
Mamy zwyczaj, że gdy ktoś wyjeżdża z sąsiedztwa i zostawia kotka w domu, to ciocie i wujkowie się opiekują futrzakiem - karmią, czyszczą kuwetę i spędzają czas. Kiedyś przynajmniej dwie godziny dziennie siedziałam u Tigiego i czytałam mu książkę żeby mu smutno z samotności nie było
Tosiek jest już blisko zaprzyjaźniony zarówno z Tigim jak i z Lilą... a nawet jak widać chyba między nim a szylkretową sąsiadką coś "zaiskrzyło" <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen> <serce>
Może przestanie go w końcu tyle podgryzać, bo powiem Wam, że dziołcha choć do ludzi lękliwa, to swój charakterek posiada.
Całkiem fajny bengalsko-dachowcowy brytek nam się trafił. Podróże lubi, wszystko zjada, żołądek ma odporny, innych kotów i ludzi się nie boi... Żywy, ruchliwy, jednocześnie przytulajski i całuśny. A taka byłam przerażona na początku, że nam wszystko zniszczy i mąż mnie z futrem z domu wyrzuci... wprawdzie firanki mamy do wymiany, a cukiernica raczej nie zmartwychwstanie - to nic nie szkodzi. Mąż ze stratami się pogodził i nawet Tosisława pokochał... oboje pokochaliśmy. Nie wiem jak mogłabym żyć bez niego. A te pryszcze co mi zaczęły wyskakiwać na plecach leczę telfastem <mrgreen> i żyję. O.
Ale się rozpisałam, przepraszam, lecz nie mogłam się powstrzymać. Dziękujemy, że znalazło się dla nas miejsce na forum, w gronie tak zacnych właścicieli i hodowców cudownych kotów brytyjskich.
Sąsiadka, potocznie zwana Lilką, tak naprawdę nazywa się Rita Złoty Sen*PL i jest przedstawicielką rasy Maine Coon w kolorze niebieski szylkret (ale jestem mądra, nie?).
Lilka (Rita Złoty Sen - przyp. red.) jest półtoraroczną, wysterylizowaną kotką naszych sąsiadów mieszkających vis a vis. W ogóle w naszym maleńkim bloczku mamy całkiem nieźle rozbudowaną kocią infranstrukturę, gdyż piętro niżej mieszka Tigi - przedstawiciel rasy syberyjskiej, rudy jak płomienne zorza, że pozwolę sobie na takie poetyckie porównanie.
Mamy zwyczaj, że gdy ktoś wyjeżdża z sąsiedztwa i zostawia kotka w domu, to ciocie i wujkowie się opiekują futrzakiem - karmią, czyszczą kuwetę i spędzają czas. Kiedyś przynajmniej dwie godziny dziennie siedziałam u Tigiego i czytałam mu książkę żeby mu smutno z samotności nie było
Tosiek jest już blisko zaprzyjaźniony zarówno z Tigim jak i z Lilą... a nawet jak widać chyba między nim a szylkretową sąsiadką coś "zaiskrzyło" <mrgreen> <mrgreen> <mrgreen> <serce>
Może przestanie go w końcu tyle podgryzać, bo powiem Wam, że dziołcha choć do ludzi lękliwa, to swój charakterek posiada.
Całkiem fajny bengalsko-dachowcowy brytek nam się trafił. Podróże lubi, wszystko zjada, żołądek ma odporny, innych kotów i ludzi się nie boi... Żywy, ruchliwy, jednocześnie przytulajski i całuśny. A taka byłam przerażona na początku, że nam wszystko zniszczy i mąż mnie z futrem z domu wyrzuci... wprawdzie firanki mamy do wymiany, a cukiernica raczej nie zmartwychwstanie - to nic nie szkodzi. Mąż ze stratami się pogodził i nawet Tosisława pokochał... oboje pokochaliśmy. Nie wiem jak mogłabym żyć bez niego. A te pryszcze co mi zaczęły wyskakiwać na plecach leczę telfastem <mrgreen> i żyję. O.
Ale się rozpisałam, przepraszam, lecz nie mogłam się powstrzymać. Dziękujemy, że znalazło się dla nas miejsce na forum, w gronie tak zacnych właścicieli i hodowców cudownych kotów brytyjskich.