Witajcie.
Dziś chciałabym Wam się trochę pożalić...
Pisałam kiedyś, że odbierając Fryderynia z hodowli nie dostałam rodowodu od razu, tylko dostałam go potem pocztą, normalna sprawa, nie w tym rzecz. Kiedy jednak nie otrzymałam go po tygodniu wysłałam maila do hodowcy z pytaniem czy już go otrzymał, opowiedziałam jak mały zaaklimatyzował się w domu, jak rośnie itd. W odpowiedzi dostałam tylko, że rodowód wysłał poprzedniego dnia. Ani słowa odniesienia do kota. No ale ok, uznałam że widocznie nie każdy hodowca chce utrzymywać kontakt z nowymi właścicielami kociaków.
Jakiś czas temu, z ciekawości weszłam na stronę hodowli i zajrzałam do zakładki z kociakami na sprzedaż. Jakie było moje zdziwienie, gdy na samej górze strony zobaczyłam fotografię Fryderyka! To samo zdjęcie które widniało na stronie gdy rezerwowałam moje maleństwo. Fota ta sama, tylko imię kota pod spodem zmienione na kota z nowego miotu. Ręce mi opadły.
Jakiś czas temu z kolei pisała do mnie dziewczyna, która była zainteresowana kotem z tej hodowli, a pisała do mnie, bo zaniepokoił ją fakt, że hodowca nie chce jej przyjąć w domu tylko w przyległym do niego biurze, ale powiedziałam jej szczerze, że gdy ja byłam, to w obu przyległych do siebie budynkach zaczynał się remont i to może przez to. A teraz to już sama nie wiem.
Ja byłam u niego w domu, koty miały świetne warunki, były zadbane, wypieszczone, mamy z maluszkami spały na łóżku, inne leżały wygodnie na domowych sprzętach - idealnie. Wiec co do warunków kotów nie mam żadnych zastrzeżeń, ale przyznam, że działania jako hodowcy dziś budzą we mnie lekki niesmak. I to kupowanie kota do hodowli na wystawie, no ale to już ich decyzja, nie moja sprawa
