Strona 6 z 11

: 27 lip 2009, 12:04
autor: Mago
Z fotkami od razu lepiej :-)
Rośnie Wam fajny misio :kotek:

: 29 lip 2009, 11:32
autor: Kamiko
Z Orrinka prawdziwy Pan Kot juz wyrósł :-)

: 04 sie 2009, 16:07
autor: Justyna
Jutro jesteśmy umówieni na zabieg kastracji z Orineckim. Denerwuję się okropnie a mina i wzrok kota, któremu schowano miski z jedzeniem i pozostawiono tylko wodę jest irytująca ;-(. Obrazi się na mnie jak nic ...
Mam nadzieję, że zniesie zabieg dobrze i obejdzie się bez komplikacji. Szepnijcie nam jakieś ,,słowo Boże'' na co zwrócić uwagę, jak wygląda sprawa z rekonwalescencją ,,po'', czy należy szczególnie na coś uważać, ile czasu od wybudzenia można podać mu jedzonko itd.... denerwujemy się.
Nie lubię jeździć do weta... źle znoszę tamte klimaty cierpiących zwierząt i mam złe wspomnienia sprzed 2 lat kiedy zachorował nam piesek... nie udało się go uratować. Walczyliśmy o niego 1,5 tyg. Od tamtego czasu wet kojarzy mi się z tamtym wydarzeniem(lekarze robili co mogli). Trzymajcie za nas kciuki ;-(

: 04 sie 2009, 16:20
autor: Dorszka
Kciuki trzymamy wszyscy bardzo mocno! Doświadczenia kastracyjne opisane są tutaj>>>>>> , na pewno przydadzą się i Wasze doświadczenia, jak już będziecie "po".

Głaski dla Orriego :kotek:

: 04 sie 2009, 20:12
autor: Mago
Oczywiście kciuki trzymamy bardzo, bardzo mocno :ok:
Nie martw się, Orinecki się nie obrazi za te zabrane miski :kotek:

: 04 sie 2009, 20:29
autor: Justyna
Dorszko, dziękuję za lineczkę do działu - kastracja - oczywiście wcześniej go ,,przekopałam'' nawet kilka razy aby nic mi nie umknęło. Niestety nie ma tam odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie wątpliwości :-(
Mago... za zabrane miseczki to Orri może i się nie obrazi (chociaż zauważam małego focha), ale jednak serce boli kiedy świadomie, z premedytacją głodzi się swojego pupila, a do godz. 9.00 jeszcze dłuuuuuugo ;-(
Dzięki Dziewczyny za słowa otuchy...

: 05 sie 2009, 21:33
autor: Mago
Jak się miewa Orinecki? Kciuki były trzymane :-)

: 05 sie 2009, 23:06
autor: Justyna
Dziękuję za pamięć, to miło jak mamy świadomość tego, że ktoś... gdzieś myślami nas wspiera <pokłon>
Ciężki dla nas jest dzisiejszy dzień...
O godz. 5.10 rano Orri przyszedł do nas (tak wcześnie-jakby wiedział, że coś wisi w powietrzu), wskoczył do łóżka i ,,wymył ''nasze włosy-Lizak w końcu nie bez powodu.
Nie muszę Wam tłumaczyć dlaczego nie mogłam już potem zasnąć. O godz.8.00 czekał w kuchni na swój twarożek ;-( jak zobaczył, że śniadania dla niego też nie będzie, spróbował swoich sztuczek zmiękczających serce... ósemeczek wokół nóg, zawijanie kitki o moje nogi, wzrok błagalny zmiksowany z fochem ,,jak nie to nie''.
Droga do lecznicy... płacz, nie przepada za podróżowaniem w transporterku-nawet kocyk z zapachem jego mamy nie ostudził żalu i niepokoju.
W lecznicy mąż psychicznie wymiękł i nawet nie chciał postawić go na wadze <shock>, bał się chyba że będzie musiał go trzymać podczas usypiania... faceci :axe:
Pominę moment podania ,,głupiego Jasia''- trzymałam Orrinka na rękach ;-( i takiego skołowanego zabrano do sali zabiegowej. Tam później dożylnie go uśpiono. Zabieg rozpoczęto o godz. 9.15 Orriego odebraliśmy o godz.11.30. Był wybudzony aczkolwiek całkowicie zdezorientowany. Podano mu antybiotyk o długotrwałym spektrum działania oraz środki przeciwbólowe.
W domu nawet nie wydobywaliśmy go z transporterka... nie chcieliśmy sprawiać mu dodatkowego bólu. Po 2 godz. wyszedł sam z niego słaniając się na nogach i przewracając się. Położyłam go na ulubionej oponce a w zamian za to obsyczał mnie... chyba chciał powiedzieć jak boli :-(
Zawsze, kiedy przygotowuję obiad w kuchni dotrzymuje mi towarzystwa. Wyczaił, że krzątam się i doczołgał się kulejąc do mnie... tego miałknięcia obolałego nie zapomnę.
O godz. 20 podszedł do miseczki z wodą i karmy. Podskubuje coś od czasu do czasu.
Cała rodzinka pilnuje naszego Orineckiego ponieważ ok. godz. 17 wskakiwał gdzie nie powinien narażając się na dodatkowy ból. Ogólnie od godz. 22.00 jest lepiej, nawet pomerdał ogonkiem jak mu szeptałam do ucha... ale lekko nie jest.
Na domiar złego zabieg wykonywał wet, który musiał ulżyć wcześniej naszej Nefri i pomóc jej spokojnie, już bez bólu odejść...
Jutro bedzie lepiej ...

: 05 sie 2009, 23:29
autor: Dorszka
Ciężki dzień za Wami... Ale skoro Orrinek już zainteresował się miskami, to idzie ku dobremu. Cały czas mocno trzymam kciuki, i ślę ciepłe myśli dla Was wszystkich :hug: :kiss:

: 06 sie 2009, 08:13
autor: Mago
Cieszę się bardzo, że już po wszystkim :-)
Orrinek szybko dojdzie do siebie. Głaski dla rekonwalescenta :kotek: