To ja! Tosiek!
Piszę do Was z komputera Pańci bo ona to na nic już nie ma czasu ostatnio. A przecież u mnie tyle się dzieje! Nawet nie wiecie jaki ja już jestem duży! Jak byłem u pana doktora żeby zjeść takie żółte obrzydlistwo, to się okazało, że ważę 4,700 kg <shock> Pańcio to od tamtej pory woła na mnie "gruby". I w ogóle to dostałem takie nowe chrupki dla kotów bez jajek - muszę przyznać, że całkiem mi smakują. W końcu jakieś większe te krokieciki, dla prawidziwych kocurów.
Ostatnio pojechaliśmy na wycieczkę. Jak widzicie mam taki fajny domek, w którym spędzam bardzo dużo czasu bo Pańcia ma wiatraczek w ... hmm.. gdzieś podobno ma wiatraczek i ciągle gdzieś jeździ i mnie ze sobą zabiera. Teraz była majówka i pojechaliśmy do babci i dziadka, którzy mają duży ogródek.
Pańcia mówi, że na wakacjach byłem zupełnie innym kotem! Tyle przygód się działo! Miałem spotkanie trzeciego stopnia z labradorem sąsiadów (ale nigdy by mnie nie dogonił, tylko go sprawdzałem), wspinałem się na iglaki, polowałem na muchy, ptaszyska i inne dziwne żyjątka. Niestety nie mam żadnego zdjęcia z ogrodu, chociaż pod kwitnącą pigwą wyglądałem podobno na przystojniaka. Za to mam zdjęcie z zajęć wieczornych:
Pańcia powiedziała, że tylko wtedy dało się mnie jakoś uchwycić. W ogóle to płakała, że u dziadków to ja jestem wielki maczo, nie daję się głaskać i się nie przytulam. Ale ona, jak każda mama, nie rozumie, że są chwile kiedy trzeba być mężczyzną a nie kiciusiem ciciusiem. W każdym razie, podsumowując, było super! Tak mi się tam spodobało, że w ogóle nie chciałem wracać i zrobiłem rodzicom taki kawał.... że się schowałem w środku w wersalce w salonie, zaraz przed odjazdem. Dwie godziny mnie szukali po całym domu! Już myślałem, że uda mi się zostać, ale niestety... Pańcia ma nosa jak mrówkojad
Ale w domu też nie jest źle... czasem pozwolą mi polizać pudełko po jogurcie <serce>
No dobra, zmykam, zanim mnie ktoś nakryje! Całusy dla wszystkich moich wielbicielek na całym świecie!