Poszliśmy dziś na szczepienie, a wyszliśmy z... tabletkami na odporność
Fryderyczek niby zdrowy, szczęśliwy, pakuję go do transportera i do weta, tam jak zwykle ze stresu zaczyna szybciej oddychać, a jak go wetka zaczęła obmacywać to w końcu tak kichnął, że aż mu z nosa poszło na stół <shock>
Temperatura ok, gardło ładne, węzły w porządku, tylko katar się naszej pani doktor nie spodobał, bo stwierdziła, że w tej surowiczej wydzielinie zauważa lekko śluzową wydzielinę

Także szczepienie odroczone by spadek odporności po nim jeszcze bardziej Fryderyniowi nie zaszkodził, a my łykamy Immunodol.
Jak usłyszałam "tabletki" to zlał mnie zimny pot, pomyślałam, że to będzie koszmar.
Wróciłam do domu, zawołałam sierściucha, podałam mu na palcu tabletkę ciekawa reakcji, a on... ją zjadł <shock> Tak po prostu, jak smakołyk! Jestem w szoku, choć nie cieszę się na wyrost, bo znając go, to już jutro wzgardzi, ale zawsze jedna do przodu :-)
No i obserwujemy.
Coś mi się jednak zdaje, że to symuluje hipochondryk jeden :-> Przychodzimy do domu, a tam znów radość, zabawa, nawet pieszczoty!
Ja wymiękam.