Dziękujemy pięknie za kciuki, przydały się <mrgreen> Jak pisałam w temacie kulejących kotków, weterynarz po rentgenie ocenił kontuzję jako niewymagającą zabiegu. Arya ma zerwane więzadła przy kolanku, ale powinno się to samo zrosnąć wspomagane Metacamem, zwłaszcza, że Arya jest młoda i się jeszcze rozwija. Może to trochę potrwać, zanim dojdzie do 100% formy, mamy zapewnić jej tyle komfortu, ile potrzebuje, i nie namawiać do biegania, ale zabieg nie miałby sensu :-)
Arya czuje się coraz lepiej, wczoraj wróciła oczywiście troszkę przestraszona i zestresowana. Dodatkowo była speszona syczącym na nią Eddiem, ale dość szybko przekonaliśmy go, że to nasza Arya, a nie jakiś obcy stwór

Arya bawi się chętnie, biega, prawie już nie kuleje, nawet coraz ładniej siada i leży... Ale nadal najchętniej z wyprostowanymi nóżkami i wywalonym brzuszkiem. No i nie wskakuje z podłogi na blaty.
Na pocieszenie dostała zabawkę, jakąś taką myszkę czy jeżyka, będzie na jednym ze zdjęć. Jeśli pociągnie się za ogon i naciągnie gumkę, jeżyk przez chwilę wibruje. Arya załapała, jak to zrobić, obejmuje jeża łapkami, pyszczkiem pociąga za ogon i bawi się sama <shock> Żałuję, że nie udało mi się jeszcze tego nagrać.
Wczoraj mieliśmy wysyp biedronek, chyba z sześć czy siedem latało przy oknie. Kocie kino <lol>
Arya pozować nie chciała, zresztą dopiero co wróciła z kliniki i miała jeszcze załzawione oczka po narkozie.
Tęczowy Eddie
Pańcio robił trening przed telewizorem, a Arya mu pomagała <lol> Łasiła się, smyrała go ogonkiem, kładła na macie. W końcu Pańcio dla świętego spokoju poszedł na podłogę i oddał matę kotu <lol>
Coraz częściej siedzę ładnie i prosto :-)
Albo leżę "na chlebek" ze zgiętym kolankiem.
A w Scrabble gramy tak...
