No faktycznie, że zapuściłam nasz wątek. Dziękujemy, że jeszcze o nas pamiętacie.

Normalnie, przez pajęczyny ciężko się przebić. To chyba lato tak rozleniwia. Ale nic to. Już zdaję relację, co i jak u nas... "OMC powodzian".

A potem koniecznie do innych wąteczków koniecznie pozaglądam. Historyjka, chyba na czasie:
„Wyścig ślimaków”
W ostatnim tygodniu upalne, letnie niebo nad naszym domem zasnuwały ponure chmurzyska. Grzmiało, błyskało i lało. Przyroda doznała rześkości, a i kociska buszowały po ogrodzie ze zdwojoną werwą. Zwłaszcza wtedy, gdy tylko prysznic z nieba był chwilowo zakręcony.
W zaroślach ogrodu pojawiły się też pewne oślizłe typy. Wyglądały na dobrze wypasione i dość wysportowane. I nie dziwota, gdyż z rana dokumentnie splądrowały rabatkę z aksamitkami. BabaJaga była wkurzona na maksa, bo ledwo poprzedniego dnia posadziła je (znaczy się aksamitki) w ogrodzie.
Koko wpadł na genialny pomysł, aby dla rozrywki zorganizować wyścig z udziałem m.in. wyżej wzmiankowanych mięśniaków..
- Niunia, idę o zakład, że Jednonodzy szybciej przemierzą odcinek jednego metra, niż ty czterokrotnie okrążysz staw ogrodowy – rzucił prowokujące wyzwanie.
- A niby to dlaczego ja mam robić cztery kółka, a oni tylko jeden metr po prostej? – Niunia asekuracyjnie dociekała sprawiedliwości w regułach gry.
- Bo ty masz cztery nogi i jeden ogon, a oni tylko jedną ogononogę (wash and go), a na dodatek plecak z namiotem na garbie – Koko jasno wyłuszczył jedynie słuszne argumenty.
- No dobra. Niech i tak będzie. Ale ponieważ nie ufam ci, Koko, więc wcześniej sprawdzę, czy kolesie przypadkiem nie brali dopingu.
- A co? Podejrzewasz, że sobie przyczepili wrotki? Ha, ha, haaa…!
- Dawaj, mała! Nie marudź. Wszyscy do biegu! Gotowi! Start!!! – i całe towarzystwo dziarsko ruszyło z bloków.
Koko, jako żywo zainteresowany swoją wygraną, na początku pilnie nadzorował, aby Jednonodzy przypadkiem nie zmienili kierunku na przeciwny względem wyznaczonej mety przy ławce. Zwłaszcza, że BabaJaga z uporem maniaka znowu zabrała się za flancowanie nowej partii aksamitek na wcześniej splądrowanej rabacie.
- Może potrzebujesz łyk wody, mała? To dopiero pierwsze okrążenie! – w międzyczasie też lekko osłabiał zawodniczkę. – Ten wyścig jakiś taki mało dynamiczny. Chyba mogę sobie pozwolić na krótką drzemkę. Miauuu…
- Gdybym wiedziała, że po drodze napotkam tyle obiektów rozpraszających uwagę, podwoiłabym stawkę wygranej. O Kumata! Hello!
- Mrowisko w macierzance? Muszę tu koniecznie wrócić. Na masażyk.
- Mam czas, to pozbędę się jeszcze szczypawek z futerka.
-Nie wypada też po drodze nie zawitać do kolegi Iglastego. Tylko na chwilkę, oczywiście.
Skutkiem tych wszystkich złożonych manewrów Niunia straciła orientację nie tylko co do liczby zaliczonych okrążeń wokół stawu, ale i kierunku marszruty.
A w międzyczasie, Koko zakończył drzemkę i zorientował się, że nie tylko Niunia gdzieś przepadła, ale i Jednonodzy… dali nogę, a BabaJaga… znowu płacze nad grządką. Hmmm…
- Tak to już jest, że jak kot śpi, to… ehe, ehe, ehe…tamtego… harcują.
- No widzisz, Koko, następnym razem to ty będziesz latał wkoło stawu, a ja będę lizała lody z bitą śmietaną i zapisywała punkty. Dziewczynki są jednak bardziej sumienne.
