Byłyśmy w poniedziałek na badaniach. Robiłam Puszkowi "Pakiet 1", czyli RTG klatki piersiowej, krew, mocz i EKG. Do tego testy na FIV i FeLV i szczepiliśmy wściekliznę. Sporo tego było... Chciałam jej zrobić "Pakiet 2", ale wobec cyrku jaki moja kota odstawiła podarowałam jej to USG.
Zaczynając od początku... Byłyśmy umówione na 9. Warunki bardzo komfortowe, bo w przychodni była jedynie Pani weterynarz i my :-) . Harita została wymiętolona i obcałowana po czym ustaliłyśmy, że pierwsze będzie EKG jako badanie najmniej przyjemne (jaki to był błąd!). Harita jako kotka dumna, odważna i pewna siebie sama wyszła z transporterka i czekała na to co się będzie działo. Już pierwszy kabelek jej się nie podobał... Ofukała nas ostrzegawczo, ale nic złego się nie działo. Cały sprzęt został podłączony, badanie przeprowadzone było sprawnie i na pamiątkę dostałyśmy druczek z zapisem poziomu wściekłości Kudłatki :-) . Każde burknięcie z jej strony zaowocowało pięknym wystrzałem na wykresie.
Po odłączeniu kabelków jak można się domyślać Harita nie chciała z nami dalej współpracować. Obrażona uciekła do transporterka. Pani doktor dała jej chwilę na pozbieranie się i przystąpiła do pobierania krwi. Tutaj zaczął się koszmar. Zakładanie opaski było jeszcze w miarę w porządku i nic nie zapowiadało katastrofy, ale jak tylko wetka wbiła jej igłę Harita nie wytrzymała i atakując wszystko co popadnie wyswobodziła się i uciekła do transportera. Dostała chwilę dla siebie, ale dalej była bardzo zdenerwowana, więc wetka zaproponowała RTG.
Prześwietlenie poszło bardzo sprawnie. Obyło się nawet bez fukania. Ja się uspokoiłam i próbowałam sobie wmówić, że teraz z tą krwią nie będzie tak źle... Nie mogłam się bardziej mylić
Harita zrobiła nam PIEKŁO przy drugiej próbie pobrania krwi. Krew się lała, ale nie jej, tylko nasza. Wetka została pięknie ugryziona i podrapana, a ja podrapana. Moja kota darła się przy tym wszystkim niemiłosiernie. Żaden kot z tych durnych filmików na YouTube nawet do pięt jej w tym nie dorasta. Ja w pewnym momencie się poddałam, ale wetka twardo obstawiała przy swoim. Co było słuszne, bo jeśli Harita raz by wygrała to przy kolejnych gdyby się coś działo i trzeba by jej było pobrać krew byłoby tylko gorzej. Zawinięcie w "kocykowy kaftan bezpieczeństwa" też nic nie dawało, Harita bardzo szybko się wyswabadzała, a mi tylko przybywało szram na rękach. Skończyło się ciasnym zawinięciem i założeniem jej kociego kagańca. Przy takim ciśnieniu krew powinna tryskać, a tu prawie nic nie leciało... Krew była bardzo gęsta, prawie czarna, a pobrana próbka niewielka, bo po paru kroplach wszystko krzepło...
Dzisiaj wieczorem będę dzwonić po wyniki. Siuśków nie zrobiliśmy, bo nie udało mi się złapać, Harita jedynie obsikała mi paluchy <oops> . Jak złapię to zawiozę w przyszłym tygodniu i namacalnie odbiorę wyniki, którymi się podzielę. Na zdjęciu wszystko wyszło w porządku, EKG również. FIV i FeLV oczywiście negetywne :-) .
I mój Złośnik słodki, który po tych traumatycznych przeżyciach zaskakująco szybko doszedł do siebie <serce> .


Jeszcze się pochwalimy, że Tomasz dzisiaj obronił pracę dyplomową :-) !
