Jesiennie czy może… wiosennie?
- Dzisiaj niespodziewanie zawitała do nas cieplusia pogoda. Zatem już z samego rana oboje z babą siedliśmy demonstracyjnie przed drzwiami wyjściowymi z domu i kanonem dobitnie odśpiewaliśmy wolę wyjścia do ogrodu. BabaJaga, chyba w obawie o związany z tym gwarantowany ból głowy, migiem wygrzebała klucze z przepastnej szuflady, po czym drzwi cudownie stanęły przed nami otworem.
I oto znowu pojawiliśmy się na naszym poligonie.
- No i wyobraźcie sobie, ta obecna jesień chyba z wiosną coś nakombinowała, bo to co zaobserwowaliśmy, przeszło wszelkie… kocie wyobrażenie. A mianowicie:
- Nie wiadomo po co, ponownie zakwitł berberys!
- To samo uczyniły dzwonki w mojej czatowni.
- Nawet hortensji odbiło. Postanowiła jednocześnie zrzucić swoje letnie futro oraz… zakwitnąć! Wariactwo!!!
- Niunia, pełna obaw, aż pobiegła sprawdzić, czy aby Kumata do jakiś niekontrolowanych amorów przypadkiem nie przystąpiła.
- A ja skrupulatnie przebadałem dobrze znany mi punkt przerzutu nielegalnych imigrantów...
… oraz rozejrzałem się w poszukiwaniu ich tajnych punktów zbiórki.
- Pewnie dobrze się pochowali, bo nikogo nie namierzyłem,
… ale na wszelki wypadek będę czujny.
- I ja też.
- Zwłaszcza, że w takim pstrokatym gąszczu łatwo zabłądzić. Zobaczcie sami.
- Jutro znowu wpadniemy tu na kontrolę!
- Koniecznie! No chyba, że… spadnie śnieg.
