Dzisiaj zdjęć nie będzie, ale będzie historyjka z życia wzięta <mrgreen>
W niedzielę na obiad upiekłam schabik. Po obiedzie trochę go zostało. Może nie jakoś dużo ale na jeszcze jeden obiadek dla dwóch średnio głodnych ludzi by spokojnie starczyło. Będąc tak całkiem szczerą, to pora tego obiadu to taka kolacyjna się w zasadzie zrobiła, tak więc nic więcej już tego dnia nie jedliśmy. Arek jedynie śmigał do kuchni robić herbatkę. Ja pozmywałam naczynia i poszłam dalej robić pilne zlecenie.
Na blacie w kuchni został jedynie ów kawałek schabu. Musiał przecież kompletnie wystygnąć przed schowaniem go do lodówki.
Praca mocno mnie wciągnęła...
Jakoś tak bardzo, bardzo późnym wieczorem oderwałam się w końcu od komputera, zgarnęłam książkę do poczytania i poszłam do łóżka. Książka mnie zainteresowała, więc czytałam i czytałam... reszta domu pogrążyła się w śnie
Nagle, w tej kompletnej nocnej ciszy usłyszałam brzdęk talerzyka... autentycznie zamarłam i wytężyłam słuch... w ułamku sekundy przyszło mi do głowy, że najwyraźniej Luniak działa w rejonach zakazanych i choć sama nie dowierzałam swemu przeczuciu, (bo ona NIGDY nie wchodzi na blaty kuchenne) to wyskoczyłam lotem błyskawicy z łóżka, wzięłam ostry zakręt w przedpokoju obierając kierunek na kuchnię.
W momencie wyskoku z łóżka usłyszałam solidne łupnięcie o podłogę! Wszelkie wątpliwości prysnęły niczym bańka mydlana <diabeł> Chciałam dorwać futro na miejscu przestępstwa
Niestety, nie dane mi było... jeszcze w przedpokoju poczułam jak na wysokości 40cm od podłogi COŚ przeleciało, ewakuując się z kuchni w trybie więcej niż ekspresowym.
Zapaliwszy światło w kuchni zobaczyłam, jak kawałek schabu zwisa smętnie z blatu... talerzyk przewrócony...
Poszłam szukać Luniaka... leżała jak gdyby nigdy nic pod stołem w pokoju dziennym. Grzeczniutka BARDZO. Usiadłam na podłodze i mówię do niej: Luniaku, jak mogłaś? Przecież dobrze wiesz, że NIE WOLNO łazić po blatach i NIE WOLNO nic jeść z blatów. Jesteś niegrzecznym kotem <!>
Niegrzeczny kot oka ze mnie nie spuszczał i na koniec całej mojej przemowy nie wytrzymał dłużej i oblizał się porządnie.
Dusząc się ze śmiechu poszłam spać.
Wniosek jest banalny: Ludzie są naiwni.
Tak więc nie będę już więcej opowiadać, jak to można
skutecznie, nauczyć kota nie wchodzenia na blaty
Aaaa, zapomniałabym, od poniedziałku Luna ma nowe imię: Schabuskrytożerca <mrgreen>